czwartek, 28 czerwca 2012

Monika

Monika leżała w świetlicy na podłodze i malowała coś dla pani na plastykę. Dziewczyna leżała na brzuchu lekko podparta na łokciach. W tej pozycji jej wspaniały tyłeczek prezentował się jeszcze bardziej kusząco. Cicho wszedłem do sali zamykając za sobą drzwi. Momentalnie na widok jej dupci mój kutas się usztywnił. Wyjąłem go ze spodni i zacząłem się onanizować. Monika do tej pory nie zorientowała się, że stoję za nią. W pewnym momencie podniosła się nieco , aby coś poprawić na rysunku. Stanęła na czworakach podpierając się na łokciach. W ten sposób wypięła jeszcze bardziej dupcię. Był to ostateczny impuls dla mnie i w tym momencie wyszczeliłem prosto na jej spodnie przy okazji wydając z siebie niekontrolowany jęk. 16-latka odwróciła się zaskoczona , ale gdy mnie zobaczyła uśmiechnęła się do mnie szeroko:
-Trzeba było powiedzieć , to bym ci go obciągnęła.
-To twój tyłek tak na mnie zadziałał.
Monice zdarzało się już dość często , że chłopcy spuszczali się patrząc tylko na jej dupę.
-Tak to byś sobie mógł popatrzeć na moją nagą dupę.
-Kurwa, nie mogłem wytrzymać!
-Dobra-podeszła do mnie i pocałowała mnie w usta- będę je musiała zdjąć , bo mi przemokną od twojej spermy.
To mówiąc rozpięła dżinsy i zaczęła je ściągać. Miała na sobie długi t-shirt , więc w pierwszej chwili nie zauważyłem, że nie ma na sobie majtek. Dopiero gdy podniosła nogę, żeby wyjąć ją z nogawki, zobaczyłem jej czarny trójkącik. Znowu poczułem podniecenie , zwłaszcza ,że za chwilę Monika zaczęła zlizywać spermę ze swoich spodni.
-Jeszcze tutaj trochę jest – wskazałem na mojego fiuta.
-Yhmm.
Klęknęła od razu przede mną , obciągnęła mi i włożyła całego półsztywnego kutasa do buzi , gdzie natychmiast powrócił do swych dużych rozmiarów. Monika znana była z tego , że dość ostro robiła laski. Teraz też ssała jak odkurzacz. Chwyciłem jej głowę i sam zacząłem rytmicznie wchodzić w jej usta. Gdy już byłem podniecony maksymalnie , wyjąłem członka z jej buzi. Ósmoklasistka teraz zaczęła lizać moje jaja. Mój penis ociekał jej śliną wpost na jej twarz.
-Zerżniesz mnie w dupę , tak na maksa i ostro – zapytała przejeżdżając językiem wzdłuż mojego kutasa – tylko tak , żebym krzyczała z bólu.
Monika odwróciła się i ponownie stanęła na czworakach , tylko że teraz nie miała spodni. Wypięła swoją piękną pupcię rozchylając przy tym nogi. Szybko ściągnąłem spodnie, stanąlem za nią i kilka razy jeszcze obciągnąłem sobie kutasa , po czym nacelowałem na jej brązową, śliczną dziurkę. Poczekałem, aż pod naporem członka otworzy się jej odbyt , a następnie powolutku zacząłem się zagłebiać w ciasnym otworku. Właściwie to ja się nie ruszałem , tylko Monika powoli parła w moim kierunku. Gdy główka penisa znikła w środku, zapytałem się mojej koleżanki:
-Na peweno chcesz ostro?
-Tak-szepnęła- włoż go głebiej i mocniej , już mnie wszystko w śrokdu swędzi.
Na to dałem 16-latce ostrego klapsa w tyłek. Dziewczyna krzyknęła , ale prawdziwy powód do krzyku dostała chwilę później , bowiem wszedłem w jej dupcię aż po same jaja. W jej tyłku było niesamowicie gorąco i ciasno , mimo że ta nastolatka dość często pieprzyła się w dupę. Wiedziałem, że teraz boli ją bardzo, ale nawet nie krzyczała, tylko cicho jęczała zagryzając zębami swoje spodnie. Lecz mimo wszystko Monika uwielbiała taki sex. Teraz zacząłem ją rżnąć mocno za każdym razem dochodząc do samego końca. Chwyciłem się jej bioder i ruszałem w tempie królika. Długo takiego tempa nie wytrzymałem , ale Monika przejęła sprawę i sama poruszała tyłkiem nabijając się na mojego drąga. Podciągnąłem jej podkoszulkę , żeby móc też pomacać jej piersi.
-Stanika też nie nosisz?
-Majka mi zdjęła w ubikacji i nie zdążyłam już ubrać.
-To odwróć się , to ci wyliżę sutki.
Monika posłusznie odwróciła się na plecy rozchylając szeroko nogi. Stanąłęm na czworakach nad nią i wylizywałem jej sutki. Biust Monika miała niewielki ,ale za to bardzo wrażliwy. Gdy go lizałem , dziewczyna onanizowała się jak szalona. Objęła mnie nogami kładąc mi je na szyji. Te najwspanialsze nogi na świecie były jeszcze jednym podniecającym bodźcem. Podchwyciłem ją pod kolanami i przyciągnąłem bardziej do siebie.
-Wal mnie dalej- powiedziała zdecydowanie przyciągając mnie do siebie.
Z wielką przyjemnością znów zagłębiłem się w jej odbycie. Poruszałem się teraz wolniej , rozkoszując się ciasnotą jej tyłka. Oparliśmy się czołami patrząc sobie prosto w oczy. Przy każdym pchnięciu dziewczyna przymykała oczy nie rezygnując przy tym z drażnienia łechtaczki. Wysunęła język i wsunęła mi go do ust. Zacząłem go ssać , a następnie lizać jej twarz obficie ją śliniąc. Wtedy ta piętnastolatka otworzyła szeroko usta wysuwając język niczym przy spuszczaniu się jej w usta:
-Daj mi tu trochę śliny
Splunąłem w jej usta patrząc jak Monika połyka moją ślinę. To podnieciło mnie już tak, że w końcu się spuściłem w jej dupce. Dziewczyna ścisnęła mięśnie odbytu jakby chciała wyssać wszystkie soki z mojego chuja. Przewróciłem się na plecy i odpoczywałem. Tymczasem Monika , wciąż niezaspokojona, usiadła na krześle i zaczęła się onanizować.
-Wyruchasz mnie jeszcze w cipkę?
-Nie za dużo chcesz? Wyssałaś ze mnie wszystkie soki.
-Zaraz ci go znowu postawię- powiedziała stanowczo.
Powoli zaczęła się zbliżać do mnie na czworakach. Patrząc na wspaniałą sylwetkę piętnastolatki poczułem , że znowu mam na nią ochotę. Rozchyliłem nogi , a dziewczyna położyła się na brzuchu między nimi. Najpierw delikatnie lizła moje jądra by za chwilę muldać je całe w ustach. Bez dotykania mojego członka , Monika spowodowała , że znowu zaczął stawać. Ponieważ rżnąłem ją przed chwilą głęboko w odbyt, był teraz nieco zabrudzony mieszaniną spermy i zawartości pupy Moniki. Zastanawiałem się , czy Monika zdecyduje się wziąć go teraz do buzi i wylizać. W klasie ani Majka ani Karolina nie mówiąc o Agnieszce, po seksie analnym nie chciały wylizać kutasa. Chętnie to robiły Bożena i Sabina, czasem też Iwona. Natomiast Monika, w obecności koleżanek nie robiła tego. Jednak gdy była sama, to do tej pory można ją było do tego spokojnie namówić. Jednak dziś Monika musiała mieć wyjątkowo pełny tyłek , gdyż mój fiut był cały brązowy.
-Wyliżesz mi go jeszcze?-spytałem trochę niepewnie.
-Nie tylko jego-powiedziała tajemniczo, po czym objęła go ustami u nasady.
Przesuwała powoli głowę w górę, aż dojechała trochę za połowę. Wówczas ścisnęła go bardziej wargami i obciągnęła skórkę. Tu zatrzymała się na chwilę i rzuciła mi ponętne spojrzenie. Pod napletkiem znalazło się oczywiście najwięcej gówna, ale Monika zachowywała się , jakby to była czekolada z bakaliami. Prawie że wchłonęła do buzi całego członka i ssała go jak odkurzacz. Gdy wyjęła go z ust , był czyściutki i ociekał tylko śliną.
-A teraz podnieś nogi. No wyżej i szerzej , tak to do niczego nie dosięgnę – poprawiała mnie.
Po chwili poczułem jej języczek wokół mojego odbytu. Nie mówiłem jej nic, gdyż i tak wiedziałem , że wsadzi tam język. Monika lizała jak szalona moją dupę ssąc co chwilę moje jądra. Rozchyliła moje pośladki i zaatakowała językiem. Nawet nie zdawałem sobie sprawy, że można tak głeboko wsadzić język do dupy.
-Nie wiedziałem, że jesteś taka perwersyjna.
-Odwróć się. Uwielbiam twój tyłek.
Stanąłem teraz na czworakach wypinając tyłek. Zastanawiałem się, co ta zboczona laska teraz zrobi. Monika najpierw masowała i całowała mi pośladki, po czym znowu wsadziła mi język do odbytu. Następnie pośliniła dwa palce i wsunęła mi je do środka.
-Podoba ci się- spytała namiętnie
Nic nie odpowiedziałem tylko wypiąłem bardziej tyłek dając jej znak, żeby kontynuowała. Dziewczyna jak szalona pieprzyła moją dupę. Po chwili poczułem, jak dodatkowo ssie jeszcze moje jajka. Nie wytrzymałem w końcu i odwróciłem się obciągając sobie twardego jak skała kutasa:
-No chodź już, zaraz cię wyrżnę!
Usiadła na podłodze z rozłożonymi nogami. Palce, którymi przed chwilą rżnęła mnie w tyłek, teraz wsadziła sobie do buzi i ssała. Drugą ręką rozchyliła sobie szeroko wargi sromowe. Po chwili ruszyła się i usiadła okrakiem na mnie. Nadziała się na członka i zaczęła mnie ujeżdzać. Nic nie musiałem robić – ósmoklasistka sama nadziewała się na mojego kutasa. Przymknąłem oczy i oddawałem się rozkoszy, którą dawała mi moja koleżanka z klasy. Galopowała na mnie jak prawdziwy dżokej.
-Spuść mi się do środka – szepnęła wsadzając mi język do ust.
To tylko przyśpeszyło mój orgazm. Nie zdążyłem się nawet spytać czy bierze jeszcze tabletki, gdy sperma wlała się do jej cipy. Nie miałem jednak się czym przejmować, gdyż Monika od porodu pierwszego dziecka jadła jakieś tabletki antykoncepcyjne. Z resztą pieprzyła się z tyloma chłopcami, że nawet nie wiadomo by było kto jest ojcem. Zeszła ze mnie i podeszła do okna otwierając je.
-Monika, po co otwierasz okno?
-Strasznie chce mi się sikać.
-Będziesz lała przez okno?
Na odpowiedź nie musiałem czekać, gdyż dziewczyna usiadła na parapecie wystawiając tyłek. Zaczęła sikać nie zważając, że na polu są dzieci i jej wypięty tyłek na pewno widać. Rozchyliłem jej nogi patrząc jak leje. Gdy skończyła, ustawiłem się przy oknie żeby się też odszczać. Monika kucnęła obok i zapytała:
-Mogę ci potrzymać, kiedy będziesz sikać?
-Pewnie.
Wzięła do ręki półsztywnego członka i obciągnęła go. Ja natomiast z ulgą rozluźniłem mięśnie i zacząłem sikać. Ósmoklasistka trzymała go jak wąż strażacki kierując strumień moczu za okno.Ponieważ członek znajdował się tuż przy jej wargach, co chwila jakaś kropla lądowała na jej twarzy. Monika wahała się chwilę, ale niespodziewanie wzięła nagle członka do buzi. Zaskoczyła mnie zupełnie, ale nie przestałem sikać. Widziałem, jak stara się połknąć wszystko, ale część gorącego moczu wylewała się jej z ust cięknąc po piersiach na jej krocze. Gdy ostatnia kropla złotego płynu wydostała się z mojej sikawki, Monika miała jeszcze pełne usta moczu. Przełknęła, oblizała wargi i z uśmiechem wstała. Objąłem ją, na co mi odpowiedziała głębokim pocałunkiem. W jej ustach czułem jeszcze wyraźnie słony smak mojego moczu. Zaczęliśmy się ubierać całując się cały czas. Ponieważ było już ponad dwadzieścia minut po dzwonku, a to miała być nasza ostatnia lekcja, trzymając się za ręce wyszliśmy ze szkoły.



 

Obraz

Cholera! – Gosia nie mogła się powstrzymać, aby nie zakląć. Siedziała nad tą
pracą już od kilku dni, a termin ścigał ją nieubłaganie. Kończyła właśnie
liceum plastyczne i na zakończenie musiała oddać pracę, która miała
zdecydować o jej być, albo nie być w świecie artystycznym. Najgorsze było
to, że kompletnie nie wiedziała, co powinna namalować, skoro już na tę
technikę się zdecydowała. Martwa natura wydawała się prosta i banalna.
Wiedziała, że zdecyduje się na nią dopiero w ostateczności. Krajobrazy nie
pociągały jej artystycznie, zresztą, co tu namalować? Widok z okna na
trzecim piętrze na las w oddali? Łąkę z kwiatami? Gosia była już bliska
rozpaczy. Co robić, co namalować? Czyżby nie nadawała się na artystkę?
Przecież tak kocha plastykę. Praktycznie już od dziecka rysowała, najpierw
po ścianach, co nie wywoływało aplauzu rodziców, a potem już normalnie na
kartkach. Z roku na rok jej styl się poprawiał, kreślone linie stawały się
coraz pewniejsze i akuratne. Rysowała kiedy tylko mogła: w domu, na
lekcjach, na wakacjach. Nic dziwnego, że za poparciem rodziców, którzy
bardzo doceniali jej starania, po ukończeniu podstawówki zdała do szkoły
plastycznej. Zamieszkała razem ze swoim bratem, który studiował na
uniwersytecie i był od niej starszy o osiem lat. Mieszkanie w nowym bloku
należało do Marcina. Zasada była prosta: żyjemy razem i nie wchodzimy sobie
w drogę. Gosia zajęła duży pokój. Rozłożyła swój warsztat i zaczęła tworzyć.
Doskonaliła się coraz bardziej. Zdecydowanie najlepiej wychodziły jej
grafiki i portrety. Była w tym po prostu mistrzynią. Tworzone przez nią
dzieła były bardzo realistyczne, oddawały całą prawdziwą rzeczywistość. Nic
dziwnego więc, że nauczyciele bardzo ją chwalili. Pokładali w niej wielkie
nadzieje, a to zobowiązywało do wysiłku z jej strony. Dlatego też nie mogła
sobie pozwolić na oddanie byle jakiej pracy. Znała swoją cenę i nie chciała
się wykpić byle czym. Najgorsze było jednak to, że w parze z ambicjami nie
szły pomysły, które można by było przelać na płótno. I to cały czas nie dawa
ło Gosi spokoju.


- Szlag by to trafił! Jeśli zaraz czegoś nie wymyślę to dostanę
szału. Przecież nie będę malować słoneczników! Kurwa, Gośka, skup się!
Wymyśl coś!


Rzuciła się na swój materac, który zastępował jej łóżko i zapaliła kolejnego
papierosa. Jak nigdy nic nie przychodziło jej do głowy. Robiło się już
późno. Marcin nie wracał. Pewnie miał jeszcze jakieś zajęcia, albo zarabiał
właśnie udzielaniem korepetycji z angielskiego. Ta cisza ją rozpraszała. Nie
mogła się skupić na myśleniu. Wstała więc i podeszła do wieży. Długo nie
mogła się zdecydować na wybór odpowiedniej płyty, ale w końcu włożyła do
odtwarzacza płytę Madonny. Z głośników popłynął ulubiony utwór Małgosi:
„Frozen”. Dziewczyna zdjęła buty i bosa zaczęła tańczyć, wyginając swoje
kształtne i delikatne ciało w rytm muzyki.


Małgosia była bardzo piękną dziewczyną. Dostrzegali to wszyscy z jej
otoczenia. Była średniego wzrostu, miała czarne włosy, orzechowe oczy i
rumianą cerę. Jej twarz emanowała jakimś dziwnym spokojem i dobrocią,
jednocześnie czuło się płynącą z jej serca miłość do wszystkich i
wszystkiego. Jako artystka patrzyła na świat inaczej, niż to czynią zwykli
ludzie. Miała swój własny kanon piękna i może dlatego wydała się jednemu z
kumpli Marcina nieprzystępna, kiedy zjawił się u niego na „parapetówce”.
Owszem, zamienili ze sobą parę zdań, ale rozmowa jakoś im się nie kleiła,
więc ją przerwali. Mimo to Piotr stwierdził, że Gosia ma w sobie to „coś”,
co go zawsze pociągało u dziewczyn. Nigdy jednak nie potrafił dokładnie
określić, co to było. Piotrek zresztą zawsze był w stosunku do kobiet
dziwny. Jednak Gosia bardzo mu się wtedy spodobała. I nie tylko jemu.


Tańczyła tak, jak łabędź w słynnym „Jeziorze”, nie słuchając już właściwie
tekstu, a jedynie wczuwając się w rytm ballady. Przed jej zamkniętymi oczami
przesuwały się różne obrazy. Czasami miały one sens, czasami były kompletnie
bzdurne. Nie odpędzała ich lecz pozwalała płynąć, ufając, że wyobraźnia
pomoże jej w pracy, że uda jej się coś wymyślić. Tak tańcząc sunęła po całym
pokoju. W pewnym momencie potrąciła stojącą na jej drodze wielką metalową
beczkę, w której przechowywała, zwinięte w rulony, swoje ukończone prace.
Beczka przewróciła się i narobiła potwornego hałasu. Mimo, że nic się nie
stało, Gośka rzuciła się z płaczem na swoje legowisko. Ta nie zaczęta praca
nie dawała jej spokoju. Nerwy Małgosi były w strzępach, więc niewiele
brakowało, aby wybuchła. Leżała tak kilka chwil i pozwalała płynąć łzom.


Z odrętwienia wyrwał ją dzwonek do drzwi. Zapominając o nie
wyschniętych jeszcze łzach na policzkach, poszła otworzyć, wyłączając po
drodze muzykę. Za progiem stała dziewczyna Marcina – Kasia.


- Hej! – powiedziała. – Jest Marcin?


- Cześć Kati. Nie, Marcina nie ma i nie mam najmniejszego pojęcia,
kiedy ten wariat wróci. Ale proszę cię, wejdź.


- Nie będę ci przeszkadzać?


- Nie wygłupiaj się, właź.


Kaśka weszła do środka. Zdjęła kurtkę i powiesiła na wieszaku, wypisz -
wymaluj jak ze sklepu odzieżowego. Potem przeszła do pokoju Gosi, która
postępowała zaraz za nią.


- Sorry za ten bałagan, ale przeżywam właśnie mękę twórczą. Nie
mogę znaleźć odpowiedniego tematu i już trafia mnie szlag.


- To dlatego płakałaś? Widziałam, że masz załzawione oczy. – Kasia
odwróciła się przodem do przyjaciółki – Jest aż tak niedobrze?


- Ja już nie mogę! – ryknęła wciąż jeszcze nie uspokojona Gośka. -
Od trzech dni tak już siedzę i nic mi nie przychodzi do tego pieprzonego
łba. Muszę namalować dojrzałą pracę na zakończenie, a nie mam zielonego
pojęcia, co. Ja się chyba na to nie nadaję. Pomóż mi, może ty wymyślisz coś
mądrego. Ja już nie mam sił.


- Rany, Gosiu, nie płacz. Przecież jesteś wspaniałą artystką. Tak
pięknie malujesz. Na pewno coś wymyślisz.


Kasia podeszła bliżej do Małgosi i przytuliła ją. Gosia była ciut wyższa od
swojej koleżanki i w ogóle obie były jak ogień i woda. Kasia była dziewczyną
żywiołową, radosną, „lekko prowokującą” jak to określał Piotr. Wszędzie jej
było pełno, jej blond włosy tylko migały w powietrzu, bo ich właścicielka
musiała być wszędzie i wszystko wiedzieć. Jej wadą było jednak to, że zawsze
bardzo się przejmowała tym, co mówią o niej inni. Brała to sobie bardzo do
serca i ogromnie przeżywała, chociaż jej najbliżsi przyjaciele: Aga i Piotr
tłumaczyli jej na wszystkie możliwe sposoby, żeby tak nie postępowała. Kasia
była też ogromną panikarką. Każdy egzamin przypłacała potwornym stresem,
wmawiając sobie, że jest tępa, niczego nie potrafi i na pewno obleje. Mimo
tego oboje jej przyjaciele uważali ją za człowieka „do rany przyłóż” i
kochali, z wzajemnością zresztą. I tym razem zadziałał u Kasi jej instynkt
opiekuńczy.


- Proszę cię, uspokój się. Zaraz coś poradzimy. Chodź teraz do
łazienki, umyj twarz, a ja zrobię nam coś do picia. Wypijesz herbaty i
zobaczysz, lepiej się poczujesz.


- Uhmm… – wychlipała Gosia i poszła się umyć.


Po chwili obie już siedziały w pokoju i piły herbatę. Małgosia straciła swój
wisielczy humor i uspokoiła się. Zaczęła się nawet uśmiechać. Na ten widok
Kasi zrobiło się ciepło na sercu. Widok jej roześmianej twarzy, iskrzących
oczu i odsłoniętych zębów działał na nią jak pieszczota. Jednak rozmowa
toczyła się wciąż wokół nie zaczętej pracy malarskiej.


- Pamiętasz, kiedyś pokazywałaś mi swoje grafiki. Tak bardzo mi się
one wtedy podobały, szczególnie te z portretami twoich znajomych. O, raju!
Przecież ty możesz namalować czyjś portret! Na pewno będzie fantastyczny
obraz! Masz taki talent. Dlaczego wcześniej na to nie wpadłaś?


- Boże, masz rację! Że też na to nie wpadłam! – powtórzyła
dziewczyna za Kasią. To mógłby być… hmm… może akt? W życiu jeszcze
czegoś takiego nie malowałam. Ale można spróbować. Dzięki, wiedziałam, że na
ciebie mogę liczyć. Tak, namaluję właśnie coś takiego.


Małgosia znów nastawiła muzykę. Myśl o namalowaniu czyjegoś portretu i to w
dodatku aktu napawała ją nieopisaną radością. W głowie zaczęły się jej
układać obrazy: ktoś leży, ktoś siedzi albo stoi. Nagość całkowita,
przysłonięta. Miała nagle tyle pomysłów. Z głośników znów popłynęło „Frozen”
. Dziewczyna zaczęła kołysać się w rytm muzyki przeciągając ręce wzdłuż
ciała, skręcając tułów tak, aby wpasować się w rytm. Po chwili podeszła do
siedzącej wciąż na materacu Kasi i pociągnęła ją do siebie. Kasia wstała i
przyłączyła się do niej próbując naśladować jej ruchy. Z początku tańczyły
osobno, jakby ta druga wcale nie istniała, zatracając się w dźwiękach
piosenki. Dopiero z upływem czasu zbliżyły się do siebie i objęły ramionami.
I tak tańczyły dalej i dalej.


- No tak, – przypomniała sobie nagle Małgosia – ale ja przecież nie
mam żadnego modela. Kogo będę malować? – to mówiąc popatrzyła w oczy Kasi.


- A co będziesz w końcu malować? – zainteresowała się ta druga.


- Zdecydowałam się na akt. Ej! A może ty byś mi pozowała?


- Ja? W życiu! Po pierwsze ja się krępuję, a po drugie to mam
wstrętne ciało. Nie!


- Proszę cię, zgódź się – Małgosia nie ustępowała.


- Nie! Jeszcze ktoś to zobaczy i mnie rozpozna. Ale byłby wstyd.


- Zapewniam cię, że nikt tego nie będzie oglądał. Tylko moi
profesorowie. A w ogóle to namaluję to tak, że nie będzie ciebie nic widać.
Proszę cię, zgódź się. Bądź kochana. Please!


Kasia nie wiedziała, co ma odpowiedzieć. Bała się dać uwiecznić całkiem
naga, aby inni mogli to zobaczyć, ale z drugiej też strony to mogłoby być
interesujące i podniecające przeżycie. Jeszcze kiedy Małgorzatka tak bardzo
ją prosiła… Nie wiadomo, czy sprawiła to jej podświadomość, chęć poznania
czegoś nowego, czy bliskość Małgosi, ale wreszcie zgodziła się. Właściwie
była prawie pewna, że czyni słusznie.


- Dobrze, zgadzam się – powiedziała – ale pod jednym warunkiem:
Marcin nie zobaczy tego portretu, dobrze?


- Bądź spokojna. Raju, to fantastyczne! – ucieszyła się malarka i z
radości pocałowała ją.


- To kiedy zaczynamy? Czy mam się jakoś umalować? – Kasia wczuwała
się w rolę.


- Nie, nie, nie! Nie maluj się. To ma być naturalne, wszystko. A
zacząć możemy choćby już zaraz.


- Już? Tak od razu?


- No! Rozbierz się tutaj, a ja przygotuję szkicownik. Aha! Zrobimy
najpierw kilka rysunków na próbę. Dobra?


Kasia zaczęła się rozbierać, ale im więcej z siebie zrzucała, tym bardziej
traciła tę ogromną pewność siebie, którą miała jeszcze chwilę przedtem. W
końcu, kiedy została już w samej bieliźnie stanęła niezdecydowanie nie
wiedząc, czy ma się rozbierać dalej, czy ubrać natychmiast z powrotem. Mimo
ogromnego upału na dworze, przeszedł ją zimny dreszcz, jak gdyby to był
środek zimy, a nie początek upalnego czerwca. Stała tak, patrzyła na
przygotowującą się do rysowania Małgosię i nie wiedziała, co dalej.


- Nie mogę… – wydusiła z siebie wreszcie.


- Dlaczego? – Małgosia odłożyła przygotowane właśnie przybory i
podeszła do niej. – Krępujesz się mnie? Ale proszę, zrób to dla mnie,
przecież ja jestem dziewczyną, nie będę patrzeć na ciebie jak Piotras czy
Marcin. No, a co robisz, kiedy idziesz do lekarza? Przecież przed facetem
się rozbierasz. Udawaj więc, że ja jestem nim.


- Nie da rady, ja chodzę do kobiety – uśmiechnęła się krzywo
Katarzyna.


- No to tym lepiej.


- Tak, ale ty to co innego. Czuję się trochę nieswojo.


- Wiem, co ci pomoże! Chcesz, napijemy się dla rozluźnienia.
Właściwie to kiedy się rozbierałaś mi też zrobiło się trochę nieswojo. Czego
chcesz?


- Żubrówkę masz?


- Zaraz sprawdzę, chyba raczej nie… – Małgosia zanurkowała w
swojej szafce pełniącej rolę barku – Aaa! Jest! Moja kochana!


Wyciągnęła dwie literatki, napełniła do trzech czwartych wysokości, jedną
podała wciąż zmieszanej Kasi, a drugą wzięła sama.


- No to za co pijemy? – spytała.


- Za rozluźnienie obyczajów – Kaśka zażartowała ze swej obecnej
sytuacji.


Stuknęło szkło i obie upiły dobrze ponad połowę. Wypity trunek rozlał się
miłym ciepłem po ich ciałach, zapiekł w żołądku i podrapał w gardło.
Zaświeciły im się oczy, na twarze powrócił uśmiech. Alkohol podziałał
rewelacyjnie na nastrój. Dziewczyny jeszcze raz trąciły się szklaneczkami i
dopiły resztę do dna.


- Oh, jakie to dobre – oblizała się Kasia. – Nalej jeszcze.


- Nie, wystarczy. Jeszcze mi się ululasz i kto mi będzie pozował?
Potem.


- Przepraszam cię, ale chyba mnie lekko wzięło. To gdzie mam
stanąć?


Młoda malarka podprowadziła swoją modelkę do wielkiego, okrągłego, dębowego
stołu. Stół ten służył jej jako biurko i jednocześnie warsztat pracy. Był
cały czarny, stał na jednej, solidnej nodze, a jego blat był całkowicie
pokryty śladami twórczego wysiłku właścicielki. Wciąż jednak sprawiał
wrażenie zabytku prosto z epoki Ludwika „któregośtam”. Gosia poklepała
dłonią blat:


- Właź na górę i usiądź.


- Przecież to się zaraz przewróci! – przeraziła się Kasia.


- O, na pewno nie. Żebyś ty wiedziała, co się tu na tym stole
kiedyś wyrabiało… – na samo wspomnienie o tym zamknęła oczy i uśmiechnęła
się. Można się było jedynie domyślać, tego, o czym myślała.


- No dalej. Ściągaj to z siebie. Chcę cię ujrzeć nagą. – ostatnie
zdanie wymówiła tonem podekscytowanego kochanka czekającego na ten wspaniały
moment, kiedy będzie mógł zobaczyć swoją ukochaną przybraną tylko w swoją
nieskazitelną urodę.


Kasia, podniecona wypitym alkoholem odpięła stanik i ściągnęła figi. Była
naga.


- Podoba ci się moje nastoletnie ciało? – spytała Gośki czerpiąc
cytat z „Psów”.


- Ty stara… – tamta chciała jej odpowiedzieć podobnie jak
natenczas Linda, ale ugryzła się w język. To był tekst nie na miejscu.
Zamiast tego szepnęła z zachwytem: – Jezu! Jaka ty piękna jesteś!


Kasia, jak małe dziecko, kiedy jest chwalone uśmiechnęła się i zrobiła
słodziutką minkę. Nie było ani krzty przesady w tym, co powiedziała o niej
Małgosia, chociaż Kasia zawsze uważała, że piękna nie jest. Była cudowna.
Niski wzrost natura wynagrodziła jej w dwójnasób. Jej delikatne, o ciemnej
karnacji, ciało było niesamowicie proporcjonalne. Wspaniałe ramiona i barki
brały początek z cudownej łabędziej szyi. Każda jej pierś potrzebowała do
objęcia dwóch męskich rąk. Obie sterczały do przodu ostro zakończone dużą
brodawką. Na taki widok oniemiałby nawet Piotr, który twierdził, że nie ma
kobiety piękniejszej nad jego ukochaną Cindy Crawford. Dalej, po cudownych
krągłościach, następował idealnie płaski brzuch z zaznaczonymi delikatnie
mięśniami, co było wynikiem treningu na siłowni. Pośrodku tej równiny
znajdował się pępek, mały i kształtny. Jego czeluść jakby zapraszała „Chodź,
całuj i pieść mnie!” Krągłe, płaskie i jędrne pośladki musiały przyciągać na
ulicy wzrok nie jednego faceta, który z pewnością w myślach już miał je w
rękach. Długie, jak na średniego wzrostu osobę, nogi przypominały te z
wielkich billboardów, na których modelki reklamują cieniutkie jak mgiełka
pończochy; kończyły się one smukłymi stopami o małych, kształtnych
paluszkach. Aż dopraszały się, aby wziąć je do rąk i poddać najbardziej
podniecającym pieszczotom. Jednak tym, co najbardziej przykuło wzrok młodej
artystki, było to, co znajdowało się, albo raczej powinno znajdować, pod
wzgórkiem łonowym. U każdej kobiety w tym miejscu rośnie gęsta kępka włosów
o kształcie trójkąta. U Kasi tego brakowało. Całe łono i okolice najbardziej
intymne miała wygolone do czysta. Widać było róż tego miejsca, które jest
źródłem tylu przyjemnych doznań, kiedy dzieli się je z ukochaną osobą. Oczy
Gosi otworzyły się szeroko:


- Jesteś tam ogolona?


- Uhm… – zawstydziła się naga piękność.


- Wiesz, nie pomyśl o mnie źle, ale to bardzo podniecające -
niewiadomo dlaczego, Gosia rozpięła kilka guzików bluzki.


- I to jeszcze jak. Szczególnie podczas golenia – Kasia znów
zrobiła słodką minkę, z jakiej słynęła.


- No, ale zaczynajmy – Małgosia powstrzymywała jak mogła
narastające podniecenie.


* * *


Pracowała już ponad trzy godziny. Co jakiś czas wydzierała kartkę i
zaczynała szkicować na czystej. Po podłodze walały się jej prace. Jedne
rysunki były ukończone, z całą postacią modelki, inne tylko zaczęte, bez
szczegółów, rysów twarzy i cieni. Kilka szkiców było tylko zarysem postaci
Kaśki siedzącej w różnych pozycjach na stole. Na początku miała siedzieć „po
turecku”. Później jej portrecistka kazała jej zgiąć jedną nogę i przyciągnąć
do brody, podczas gdy druga leżała zgięta na blacie. Innym razem świeżo
upieczona modelka leżała płasko na stole, na plecach bądź na brzuchu i
podpierała się rękoma tak, że jej piersi unosiły się niewysoko nad
powierzchnią mebla. Siedziała przodem, bokiem i tyłem. Było to prawie jak na
sesji fotograficznej. Katarzyna wyzbyła się już swojego początkowego wstydu
i praktycznie nawet o tym nie myślała. Patrzyła to na szkicującą ją
Małgosię, to za okno albo rozglądała się po pokoju. Za każdym razem jednak z
ciekawością przyglądała się rysunkom rzucanym przez zapracowaną artystkę na
podłogę. Na szkicach widać było piękną dziewczynę o bajecznym biuście i
rysach twarzy Afrodyty. Gdyby rysunki te brać serio, to modelka musiałaby
być Miss Uniwersum. „Co też ona maluje? Przecież to nie jestem ja. Nikt nie
ma takiego ciała jak tu.” Przez Kasię przemawiały kompleksy na punkcie
własnego ciała, którego piękna nigdy nie ośmieliła się dostrzec, mimo
zapewnień Piotra, że jest zupełnie odwrotnie. W ogóle Piotr był Kaśką
zafascynowany. Przede wszystkim kochał w Kasi wspaniałego towarzysza i
przyjaciela, bo też i traktował ją jak kumpla, a nie koleżankę. Oczywiście,
jako „dziewiętnastowieczny gentleman”, jak go określiła wychowawczyni w
liceum, zawsze starał się jednak okazywać swej ulubionej towarzyszce rozmów
i puszczanych dymków kurtuazję i pewne należne jej względy. Był wobec niej
zupełnie szczery i nie miał żadnych tajemnic. Co prawda, od czasu do czasu
troszkę się sprzeczali, ale nie na tyle, aby zerwać znajomość. „Co ja zrobię
bez ciebie?” narzekał Piotr. Tak się do Kasi przywiązał, że nie dopuszczał
do siebie nawet myśli, że zbliżają się wakacje i będą musieli się rozstać.


Jednak te trzy godziny w końcu dały się Katarzynie we znaki. Była coraz
bardziej znużona. Miała dość siedzenia na twardym stole w bezruchu.


- Hej, Gocha! – próbowała zwrócić na siebie uwagę. – Może byśmy już
skończyły? I tak zarysowałaś już cały blok.


- Słucham? – dziewczyna obudziła się jakby z letargu. – A tak.
Kończymy. Dziękuję ci. Jesteś cudowną modelką. Może chcesz coś na
rozgrzanie?


- Żubrówkę? – podchwyciła Kasia złażąc ze stołu.


- Ty tylko byś chlała, alkoholiczko.


Nalała żubrówkę do szklaneczek i odstawiła pustą butelkę. Obie trąciły się
szkłem:


- No, a za co teraz pijemy?


- Ja piję za ciebie. W szkole na zajęciach malowałam wiele aktów,
ale jeszcze nie miałam tak pięknej modelki, jak ty. Jesteś bardzo piękna -
dotknęła delikatnie pleców Kasi, otoczywszy ją ramieniem i przesunęła rękę w
dół tułowia – taka delikatna.


Była jakby w letargu. Patrzyła na nagie ciało przyjaciółki i coraz bardziej
narastało w niej podniecenie. Dotykała jej ciała i nie mogła tego opanować.
Wreszcie się opamiętała:


- Boże, co ja wyrabiam! Rany, przepraszam cię. To nie to, co
myślisz! – krzyknęła i wybiegła z pokoju.


Kasia ubrała się. Wciąż była zarumieniona pod wpływem alkoholu, usłyszanych
na swój temat komplementów i tych delikatnych, prawie niewinnych, ale jednak
podniecających, pieszczot przyjaciółki. Poszła ją szukać. Małgosia była w
pokoju swojego brata. Siedziała skulona na jego łóżku i przyciskała do
siebie poduszkę. Kiedy Kasia weszła do pokoju odwróciła się do niej plecami.


- Nie mogę ci spojrzeć w oczy. Co ja narobiłam? Pewnie myślisz
teraz, że jestem jakąś pieprzoną lesbijką? Ale ja nie chciałam. To tak samo
wyszło. Przecież nie jestem zboczona. Tylko ty tak na mnie podziałałaś.
Strasznie cię przepraszam. Proszę cię tylko, abyś się na mnie nie obrażała.
To się więcej nie powtórzy, przysięgam.


To szczere wyznanie ostudziło gorączkę Kaśki. Usiadła przy dziewczynie na
łóżku i zaczęła ją głaskać po głowie:


- Nie przejmuj się, nic takiego się nie stało. Rozumiem cię, ja też
pewnie tak bym zrobiła. Ja też się często przytulam do innych, chociaż nie
ze wszystkimi lubię to robić. I nie martw się, nie będę się obrażać. Musimy
przecież dokończyć twój obraz. Wiesz, takie siedzenie i pozowanie nago jest
bardzo podniecające i miłe. Próbowałaś kiedyś to robić?


Zapytana zaprzeczyła kręcąc głową. Obróciła się do Kasi i mocno uściskała.


- No, już lepiej. Wiesz, co? Jak skończymy ze mną, to ja ciebie
namaluję, zgoda? A teraz chodźmy potańczyć.


Po chwili znów popłynęły z głośników ulubione kawałki obu dziewczyn, a one
tańczyły ze sobą oddając się we władanie melodii.


Dzikie, nieokiełznane i wolne; chcące wyszaleć się właśnie teraz, kiedy
jeszcze nie są z nikim związane, kiedy trwają ich najlepsze młodzieńcze
lata. Chciały pić, palić, tańczyć, kochać, być kochanymi, bawić się i robić
rzeczy, których normalnie się nie robi. Chciały dać upust marzeniom i
najdzikszym fantazjom. Wykorzystać swój najlepszy czas, aby zdobyć wrażenia,
które będą wspominać kiedy już się ustatkują, staną odpowiedzialne za różne
sprawy. Kiedy dorosną. Kiedy się zestarzeją. Potem pamięć zastąpią pożółkłe
fotografie, na których będą tylko twarze bez imion i nazwisk. Kiedy będzie
wiadomym tylko jedno: z tą osobą uczyłam się na studiach. Tego kochałam. Oni
byli moimi najbliższymi przyjaciółmi. Z tą dziewczyną łączyło mnie uczucie.


W tych czasach, już nikt nie będzie przyjeżdżał na spotkania roku bo wszyscy
będą zajęci własnymi sprawami. Czasem w telewizji powiedzą, że ten a ten
został odznaczony przez prezydenta, albo zajął ważne stanowisko. Można się
będzie uśmiechnąć i powiedzieć do dzieci i wnuków: „Znałam go. To był dobry
kolega.” Potem o sobie będzie się czytać w nekrologach: „Mój Boże. To on
umarł? Nigdy mu nie powiedziałam, że był moją miłością. A teraz on już nie
żyje. Kto następny?” Na koniec dzieci wyniosą niepotrzebne fotografie i
papiery, skrzętnie zbierane za życia ich właściciela, na strych, gdzie
pokryje je kurz, a później zjedzą myszy. I tak na zawsze zginie pamięć o
tych cudownych latach, kiedy człowiek robił to, co tylko chciał:


„Było nas trzech, w każdym z nas inna krew,


ale jeden przyświecał nam cel:


za kilka lat mieć u stóp cały świat,


wszystkiego w bród.


Alpagi łyk i dyskusje po świt.


Niecierpliwy w nas ciskał się duch.


Ktoś dostał w nos, to popłakał się ktoś.


Coś działo się.”


* * *


Na kolejną sesję dziewczyny umówiły się na weekend. Marcin
miał jechać w góry na wspinaczkę gdyż był zamiłowanym alpinistą i nigdy nie
zostawał w domu na rozpoczęcie sezonu wspinaczkowego. Taki już był, lubił
ryzyko, i w górach, i w miłości. Z żadną dziewczyną nie był dłużej, niż pół
roku. Po prostu szybko mu się nudziły, a on był przecież „sportowcem”. Nie
myślał o sobie jako o łamaczu serc. Właściwie, pod maską czułości był
szorstki dla swoich partnerek tak, aby nie miały wątpliwości, co je może w
przyszłości czekać. Gdyby jednak którejś przyszło do głowy od niego odejść
do innego, zniszczyłby ją wszelkimi dostępnymi mu środkami. To on ustanawiał
reguły i to on decydował o początku i końcu znajomości. Mimo to był w swoim
środowisku bardzo lubiany. Piotr miał co do Marcina jednak pewne
wątpliwości. Nie był pewien, czy Marcin za jego plecami nie nabija się z
niego. Starał się być dla niego miły, lecz wiedział przecież, jaki Marcin
jest. On sam mu to powiedział. To kłóciło się z poglądami Piotra, ale w
końcu dał sobie spokój. To w końcu nie była jego sprawa jak on postępuje w
stosunku do dziewczyn. Oprócz dwóch: Kaśki i Ali. Ale co miał robić?
Powiedzieć prawdy nie mógł, a odbijanie dziewczyn nie leżało w jego naturze.
Patrzył więc, cierpiał i miał nadzieję, że tamte dwie są szczęśliwe.


* * *


Kasia i Małgosia miały więc przed sobą całe trzy dni tylko i wyłącznie dla
siebie. Kasia zjawiła się u przyjaciółki wieczorem. Przytargała ze sobą
śpiwór i butelkę żubrówki. Powitały się serdecznie na progu mieszkania i od
razu zaczęły plotkować, jak to między dziewczynami zwykle bywa. Przegadały
tak kilka godzin, dopijając do dna żubrówkę, paląc i tańcząc. Właściwie była
to taka dwuosobowa prywatka. Około jedenastej w nocy, kiedy obie kładły się
już spać (Małgosia w swoim pokoju a Kaśka u jej brata) rozpadało się i
zaczęło grzmieć. Na burzę zanosiło się już od kilkunastu dni, upały były nie
do wytrzymania. Piotrek wyprorokował potworną burzę z piorunami. Zawsze tak
mówił, gdyż uwielbiał taką pogodę. Być może miał jakieś satanistyczne
skłonności, bo lubił wtedy stać w oknie i wpatrywać się w błyskawice. Jednak
burza to było coś, co przerażało Kasię. Bała się jej panicznie od czasu,
kiedy pewnego razu obudziła się podczas burzy w nocy i gra świateł utworzyła
przed nią złowrogą postać jakiegoś demona. Przeraziła się wtedy śmiertelnie
i choć teraz wiedziała, że nie ma się czego bać, zawsze jednak drżała na
samą myśl o strzelających piorunach. Tak było i tym razem. Dziewczyna
stanęła na progu pokoju przyjaciółki i drżącym głosem spytała:


- Mogę spać z tobą? Boję się burzy.


- Oczywiście skarbie – wyszeptała z czułością Gosia. – Tylko nie
wiem, czy będzie ci ze mną wygodnie. No i uprzedzam, że podobno chrapię.


- O chrapanie mi nie chodzi. Po prostu boję się spać sama.


Kasia położyła się obok Małgosi, nakryła śpiworem i próbowała zasnąć.
Niestety, mimo upływu czasu nie udawało jej się to. Rzucała się po swojej
części materaca, kładła z boku na bok. Na koniec zrzuciła z siebie
okrywający ją śpiwór i skulona w kłębek usnęła. Miała niespokojny sen tej
nocy. Śniły jej się wszystkie te rzeczy, które ciążyły jej na duszy, tak,
jakby odzywało się jej sumienie, chociaż niczego złego nie zrobiła. Wreszcie
obudziła się rano zlana zimnym potem. Okazało się, że Małgosia już nie śpi,
leżała przy niej na boku i gładziła ją po włosach. Wpatrywała się przy tym w
jedno miejsce. Kasia podążyła za jej wzrokiem: podczas nocnego „wędrowania”
po łóżku jej piżama zsunęła się nieco uwidaczniając piękne ciało. Cały
brzuch i fragment wzgórka łonowego, wciąż gładko wygolonego. Kasia speszyła
się i obciągnęła niesforne rzeczy. Gosia szybko odwróciła spojrzenie, jakby
chciała pokazać, że ciało jej modelki w ogóle jej nie interesuje. Milczały
obie.


Rozgadały się dopiero później. Zjadły śniadanie i poszły do pobliskiego
supermarketu na zakupy. Uzupełniły zapas chleba, papierosów i alkoholu przy
tym nie oszczędzały też na słodkościach.


- Uważaj z tą czekoladą, bo mi się roztyjesz, a ja nie jestem
Rubens, aby malować grube cielska – żartowała Małgosia.


- Wiesz, – mówiła już po powrocie do domu – jestem ci bardzo
wdzięczna za to, że zgodziłaś się mi pomóc. Wiem, że ciężko jest ci się
przede mną rozebrać, a tym bardziej siedzieć tyle czasu bez ruchu, więc
strasznie ci dziękuję i pozostanę twoją dłużniczką do końca życia.


- Ależ nie ma problema – tym razem Kasia zacytowała ulubione
powiedzenie Piotra. – Nie powinnyśmy już zaczynać? Tyle jeszcze pracy przed
tobą.


- Masz rację. Trzeba ruszać.


- Pozwól mi tylko wejść pod prysznic na chwilkę i możemy się brać
do roboty, dobrze?


Kiedy Kasia wyszła z łazienki zastała swoją portrecistkę w pełni
przygotowaną do pracy. Małgosia ubrana była w kitel, który kilka lat temu
można było nazwać białym, a dziś znajdowała się na nim mieszanka wszystkich
możliwych kolorów. Kitel nabrał tych barw od wycierania w niego pędzli, co
Gosia czyniła stale i namiętnie, wkładając w to czasem nawet własną inwencję
twórczą, chociaż odpowiednia szmatka leżała tuż obok. Z daleka wyglądało to
na tkaninę o tęczowej barwie, którą, niewiadomo dlaczego, przerobiono na
strój ochronny, a nie na sukienkę. Na środku pokoju stały rozstawione
sztalugi, obok na stołku leżały farby, pędzle i terpentyna. Miejsce, gdzie
miała pozować znajdowało się pod oknem w dachu, co dawało dodatkowy efekt
świetlny. Na tle ciemnoczerwonej, prawie purpurowej, kotary stał znany jej
już okrągły stół, na blacie którego miała usiąść. Młoda malarka nadała jej
obmyśloną wcześniej pozę: Kasia miała prawe kolano podciągnięte pod brodę,
które obejmowała ręką, druga noga, zgięta jak w siadzie „po turecku”
spoczywała swobodnie na blacie. Gosia odeszła trochę do tyłu i przyjrzała
się modelowi. Coś jej w tym obrazie nie pasowało. Po chwili podeszła do
Kaśki i kazała się jej obrócić do niej lewym profilem tak, aby widzieć z
boku jej piersi. Coś jej jednak wciąż przeszkadzało. Po chwili uprzytomniła
sobie, że za dużo widać ciała Kasi, więc okryła ją jeszcze przez pierś
błękitną szarfą tak, aby wyglądała na opuszczony woal. Zaczęła pracować. Na
początku lekkimi pociągnięciami pędzla namalowała delikatne kontury
przyszłego dzieła. Potem przyszedł czas na stworzenie tła, słońce pięknie
odbijało swoje promienie w atłasie wiszącym za Kasią. Świecąc z góry
tworzyło wokół dziewczyny jakby aureolę. Małgosia zafascynowana tym nowym
efektem chciała uchwycić tę piękną grę świateł i cieni, które dodawały jej
pracy pewnej tajemniczości, a z powodu koloru tkaniny także trochę
pikanterii. Zaplanowała sobie, że ten obraz nie będzie czymś zwyczajnym, co
robiła do tej pory. Zmuszała się do użycia maksimum swoich umiejętności i
posiadanej wiedzy, aby końcowy efekt zadowolił i ją, i komisję
egzaminacyjną, i, co teraz wydawało się dla niej najważniejsze, aby spodobał
się Kasi. Nie obchodziło ją już właściwie, co powie komisja, ale Kasia miała
być zachwycona. To miało być dla niej podziękowanie.


* * *


Praca trwała już kilka godzin. Siedzącą na stole Kasię
zaczęły boleć wszystkie stawy, szczególnie dokuczał jej kręgosłup od
ciągłego siedzenia w wyprostowanej pozycji, ale znosiła to wszystko ze
spokojem. Bardzo fascynowała ją twórczość Małgosi i chciała, aby obraz był
udany, a dziewczyna ukończyła szkołę z wyróżnieniem, w co nie wątpiła. Po za
tym bardzo Małgosię lubiła. Kiedy ją poznała, od razu przypadły sobie do
gustu: lubiły podobną muzykę, miały podobne spojrzenie na świat, a nade
wszystko kochały tego samego faceta: Marcina. Obie nie bały się prowokować i
często można je było zobaczyć tańczące razem na imprezach. Kasi zaczęło się
już powoli nudzić takie siedzenie bez ruchu, nie śmiała się jednak poruszyć.
Wpatrywała się w świat za przeciwległym oknem i cierpiała od słońca
padającego jej na plecy. Co chwilę spływał po nich strumyczek potu i wzdłuż
kręgosłupa trafiał na pośladki napawając dziewczynę lekkim, podniecającym
dreszczem. Czasami pozwalała sobie na zerknięcie w kierunku zapracowanej
Małgosi. Widziała wtedy młodą, piękną dziewczynę patrzącą to na nią, to na
rozpięte na sztalugach płótno, mieszającą farby i cały czas malującą.
Małgosia malowała wkładając w tę twórczość całą swoją duszę artystki.
Czasami, kiedy nie była pewna, jak ma pociągnąć pędzel, aby nie zepsuć całej
kompozycji, wkładała jego koniec do ust i przygryzała, jak uczeń podczas
egzaminu przygryza końcówkę długopisu. Potem znów zabierała się do pracy i
tym razem ręka szybko poruszała się po powierzchni powstającego obrazu
nanosząc kolejne warstwy farby i wyłaniając z niebytu postać siedzącej na
przeciwko Kasi. Upał dokuczał jej coraz bardziej. Ciążyło jej ubranie, włosy
opadały na oczy zasłaniając widok, musiała je co chwilę odgarniać z czoła. W
końcu, zdenerwowana, ściągnęła z siebie kolorowy kitel i ubranie zostając w
samej bieliźnie, na którą z powrotem nałożyła swój fartuch. Nie zawiązała go
jednak skutkiem czego co jakiś czas spod materiału wysuwała się pierś
odziana w czarny koronkowy stanik lub widać było pięknie opalony brzuch.
Kasię zainteresował nowy i niesamowity widok. Nigdy wcześniej nie widziała
Gosi rozebranej. Patrzyła więc z zachwytem na to wszystko i w myślach
porównywała się z nią. Jej własne kompleksy znów dały znać o sobie. Kasi
zdawało się, że ma zbyt krótkie nogi, jest mniej zgrabna i wysportowana.
Zazdrościła Małgosi jędrności kształtów, bujnego biustu i całego seksapilu w
ogóle. „Przecież ona jest boska! To ona właśnie powinna tu siedzieć zamiast
mnie. Mogłaby być z niej wspaniała modelka.”


- Kasiu, – poprosiła w końcu Małgorzata – nie patrz tak na mnie
tylko przed siebie. Niszczysz kompozycję.


- Przepraszam cię, ale nie mogę oderwać od ciebie wzroku. Jesteś
taka cudowna. Chciałabym mieć twoje ciało – Kasia mówiła to z zachwytem w
głosie. Jej wzrok cały czas ogarniał postać malarki.


- Proszę cię, nie patrz tak na mnie. Z resztą to nie prawda, co
mówisz. Przecież z nas dwóch to ty tu jesteś bez ubrania i to ja mogę ocenić
twoją urodę.


- Jestem już zmęczona. Skończmy, proszę.


- Wytrzymaj jeszcze troszkę. Chciałabym jeszcze coś dokończyć.
Potem usiądziemy sobie ze spokojem i wypijemy kawę.


- Uhm.


Malowanie trwało jeszcze trzy kwadranse. W końcu słońce schowało się za
sąsiedni budynek i zmieniło się światło. Malowanie stało się niemożliwe.


- No to koniec na dzisiaj! – zawyrokowała Małgosia odkładając farby
i porządkując otoczenie. – Ale dzisiaj tutaj spać nie będziemy. Strasznie
śmierdzi farbą. Prześpimy się u Marcina w pokoju. Dziękuję ci Kasiu za
pozowanie. Byłaś naprawdę cudowna. Jutro powinnyśmy skończyć twoją postać.
Szczegóły dorobimy za tydzień.


- Jak za tydzień? A Marcin? – zaniepokoiła się wciąż siedząca na
stole Kasia.


- Jakoś się go pozbędę.


Kasia zeszła ze stołu powoli. Bolały ją wszystkie mięśnie. Zaczęła je sobie
rozcierać i co chwilę syczała z bólu. Małgosia stanęła za nią:


- Daj, rozmasuję ci kark. Przepraszam, że cię tak boli.


Zaczęła powoli masować kark i ramiona przyjaciółki. Z początku delikatnie,
potem coraz mocniej uciskała zmęczone mięśnie. Kasia zaczęła poddawać się
tej rehabilitacji. Było jej tak przyjemnie. Jej rozgrzane od słońca i mokre
od potu ciało posłusznie reagowało na karesy. W końcu ręce Gosi zaczęły
masować plecy coraz niżej i niżej, jednak, zanim dotarły do pośladków,
dziewczyna przerwała zabieg.


- Pomogło ci? -spytała.


- Tak, bardzo dziękuję. – Kasia obróciła się do niej i uśmiechnęła.


- Idę się umyć, jestem cała w farbie.


- To ja wejdę po tobie.


Małgorzata zdjęła swój kitel i weszła do łazienki. Po chwili Kasia usłyszała
szum płynącej wody. Była bardzo zmęczona. Nałożyła fartuch i podeszła do
niedokończonego obrazu. Na płótnie dało się rozróżnić siedzącą na stole
postać o pięknych, rozwiniętych kształtach przepasaną błękitną wstęgą.
Brakowało jeszcze detali, rysów twarzy i cieni. Katarzyna stwierdziła
jednak, że postać na obrazie jest bardzo do niej podobna; także posiadała
delikatne ciało, spiczasty biust i owalną, zwężającą się u podbródka twarz.
Z płótna nienamalowanymi oczyma patrzyła na nią Kasia. Naga piękność. Ten
widok podniósł ją na duchu. Nie może być w końcu aż taka brzydka, skoro tak
pięknie została namalowana. Przypomniała sobie widok ciała Małgosi, a
właściwie to, co mogła dojrzeć pod fartuchem. Podeszła do drzwi łazienki -
nie były zamknięte, widocznie Gosia o tym zapomniała. Otworzyła je po cichu
i patrzyła z zachwytem na stojącą pod prysznicem postać. Gładkie plecy z
zarysowaną linią kręgosłupa, jędrne, płaskie pośladki, długie nogi. Mokre
włosy układające się na karku i spływająca po tym boskim ciele woda.
Wszystko to bardzo podnieciło Kasię. Podeszła bliżej i wciąż patrzyła. W tym
momencie Małgosia obróciła się. Uśmiechnęła się na jej widok i wyciągnęła do
niej rękę. Kasia nie zareagowała od razu, pochłaniała wzrokiem seksownie
wypięte kule piersi dziewczyny, jej płaski brzuch… i wygolone łono!
Małgosia zrobiła to samo, co i ona. Dopiero kiedy tamta szepnęła: „Chodź!”
zauważyła jej wyciągniętą rękę. Zrzuciła z siebie kitel i weszła do kabiny.
Małgosia przycisnęła ją do siebie i mocno pocałowała w usta.


- Czekałam na tę chwilę już od zeszłego tygodnia – powiedziała. -
Wtedy, kiedy pieściłam cię po plecach, poczułam coś jakby iskrę, która
między nami przeskoczyła. Widok twojego ciała nie dawał mi spokoju. A
dzisiaj jeszcze, kiedy mogłam cię oglądać tak długo, bardzo mnie to
podnieciło. Sądzę, że jesteś bardzo piękną i cudowną kobietą. I bardzo cię
kocham.


- Ja też cię bardzo kocham, Gosiu. Pragnę dotykać i pieścić twoje
ciało. Chcę cię kochać.


Kasia położyła ręce na piersiach Małgosi. Jej czerwone usta szukały drugich
ust i wpiły się w wargi partnerki. Dziewczyna smakowała jak landrynka.
Całowały się najpierw spokojnie jednak coraz bardziej namiętnie: wargi,
wnętrze ust. Małgosia wsunęła do ust Kasi swój język i tak muskała jej
słodkie wargi, dotykała zębów i języka, który pobudzony do życia, zaczął
odwzajemniać pieszczoty. Tymczasem ręce dziewczyn badawczo zwiedzały ich
ciała. Ślizgały się po piersiach drażniąc sutki, ściskały uda i plecy,
zagłębiały się w przestrzeni między udami. Gosia przyparła Kasię do ściany.
Przytrzymała jej ręce w górze, a sama zaczęła całować ją po całym ciele. Jej
gorące wargi, rozpalone od pocałunków, pieściły czoło, oczy i policzki.
Dalej znalazły się na delikatnej szyi, która drgała od przyspieszonego
tętna. Po chwili wargi Gosi dotknęły piersi. Zwinny język samą swoją
końcówką tańczył po tym cudownym wzgórzu raz po raz zaczepiając o sterczący
guziczek sutka. Gosia podobnie postąpiła z drugą piersią. Brała ją całą do
ust, lekko przygryzała doprowadzając Kasię do szczytu rozkoszy. Zaczęła
schodzić coraz niżej i niżej, aż dotarła do najbardziej sekretnego miejsca u
kobiety. Przyglądała się chwilę bezwstydnie ogolonemu wzgórkowi a potem
przyłożyła do niego swoje usta. Jej pocałunki stawały się coraz bardziej
zaborcze. Łechtaczka Kasi nabrzmiała od tego delikatnego dotyku, jej wargi
zrobiły się czerwone, a kiedy język Gosi znalazł się w jej wnętrzu, nie
wytrzymała i wydała z siebie jęk rozkoszy:


- Gosia! To jest cudowne! Kochaj mnie tak dalej! Mocniej!


W odpowiedzi pieszczoty Małgosi wzmogły się jeszcze bardziej, zwinny
języczek coraz szybciej poruszał się w górę i w dół słodkiego i tajemniczego
miejsca kobiecej rozkoszy. Kasia czując nadciągający szczyt przycisnęła z
całej siły głowę przyjaciółki do swego łona, aby wzmocnić jeszcze doznania.
Nagle ciepło z wnętrza jej kobiecości rozlało się szeroką falą po całym
ciele. Kasia jęknęła przeciągle ale nie puszczała Gosi. Ta natomiast
kontynuowała swoje miłosne karesy. Wreszcie Kasia nachyliła się do kochanki
i objęła jej usta swoimi, zlizując z nich swój zapach i soki. Wciągnęła do
ust jej języczek i długo igrała z nim oddając się tej formie miłości bez
reszty. W końcu Małgosia wstała, a Kasia zaczęła ją pieścić próbując
odwzajemnić doznaną rozkosz. Z początku całowała szyję przyjaciółki starając
się pozostawić na niej jak najwięcej śladów swoich zębów. Potem jej usta
znalazły się pomiędzy jej piersiami, podczas, gdy ręce delikatnie uciskały
cudowne krągłości Małgosi. Pod naciskiem języczka Kasi, sutki nabrzmiały i
stały się bardzo wrażliwe, przesyłając do reszty ciała erotyczne dreszcze.
Zwinny języczek Kasi zagłębił się również w pępku na co poddawana słodkim
torturom malarka zareagowała dreszczem podniecenia. Jednak nie spodziewała
się tego, co nastąpiło dalej. Zamiast, jak przypuszczała i pragnęła, jej
odsłoniętą muszelkę, Kasia zaczęła namiętnie drażnić jej pośladki, a po ich
rozsunięciu, także zaciśniętą dziurkę w pupie, jednocześnie jej palec
wślizgnął się do wnętrza pochwy i tak Gosia czekała na ostateczne spełnienie
będąc pieszczona z dwóch stron jednocześnie. Narastająca w niej rozkosz
prawie zwalała ją z nóg. Całe ciało płonęło, przebiegał ją ogień, nie, pożar
podniecenia, rozpalając ją od środka. Chciała by ta chwila trwała wiecznie,
a jednocześnie bała się, że jeszcze trochę podobnych pieszczot przyprawi ją
o śmierć w ekstazie.


- Kasiu, Kasieńko! Błagam cię, nie przestawaj! Jest mi tak dobrze,
tak dobrze…


Orgazm uderzył w nią jak grom. Przetoczył się przez całe ciało i trwał
dłuższą chwilę. Pod jego działaniem Małgosia, która nigdy wcześniej czegoś
podobnego nie przeżyła, straciła równowagę i usiadła na dnie prysznica.
Zobaczyła przed sobą wyciągnięte ręce swej modelki. Padła w jej objęcia i
przycisnęła się do niej z całych sił.


- Kocham cię! – wyszeptały dziewczyny równocześnie.


Ich usta znów się połączyły i trwały tak jeszcze długo.


* * *


Po wyjściu z łazienki dziewczyny ubrały się w niekrępujące
ciuchy, zaparzyły kawę i usiadły na podłodze w pokoju Marcina słuchając
muzyki. Sącząca się z głośników melodia, gorąca kawa i przeżycia
dzisiejszego dnia sprawiły, że obie, pomimo wczesnej pory poczuły się senne.
Siedziały przytulone obok siebie, trzymając się za ręce. Patrzyły sobie
głęboko w oczy i bez słów wyrażały łączące ich uczucie. Kasia położyła głowę
na kolanach przyjaciółki. Uśmiechała się do niej tak leżąc i jednocześnie
zaglądała jej za połę szlafroka, skąd od czasu do czasu wyglądała piękna,
okrągła pierś. W końcu nie wytrzymała, rozchyliła szlafrok i już bez
przeszkód mogła się napawać cudownym widokiem i pięknem swej ukochanej.
Gosia nie pozostała jej dłużna, Jej ręka powędrowała pod koszulkę leżącej
Kasi i zaczęła ściskać sterczące i prawie przebijające materiał sutki.
Nachyliła się i przycisnęła swe usta do warg Kasi. Wciągnęła do swych ust
jej dolną wargę i ssała ją namiętnie przysparzając tym nową porcję rozkoszy
obu na raz. Kasia podniosła się i zrzuciła bluzkę. Przycisnęła swoje piersi
do biustu Małgosi i próbowała drażnić jej sutki swoimi. To było bardzo
podniecające i zabawne jednocześnie. Potem jednak odwróciła się do niej
plecami i zaczęła całować jej nogi. Całowała po kolei wszystkie palce,
przygryzała je, lizała spody stóp. Traktowała je tak, jakby to było inne,
równie ważne co podniecające miejsce na ciele jej kochanki. Wreszcie cofnęła
się i przywarła ustami do wilgotnego z podniecenia łona Małgosi jednocześnie
wystawiając swoje na jej karesy. Leżały tak jedna na drugiej i pieściły się
wzajemnie ustami. Ich wargi i łechtaczki były już nabrzmiałe do bólu od tych
zabiegów. Obie były na skraju najwyższego podniecenia, ale nie chciały
jeszcze szczytować. Kasia znów zmieniła pozycję. Usiadła na podłodze między
rozchylonymi nogami Gosi i przywarła kroczem do jej krocza. Dziewczyny
zaczęły napierać na siebie rytmicznie i wyglądało to prawie na realny
stosunek mężczyzny i kobiety. Kiedy przyszedł kolejny orgazm, Kasia i
Małgosia ponownie przytuliły się do siebie. Ponad wszystkie pieszczoty,
bliskość ukochanej osoby była największą przyjemnością, jaką mogły sobie
dać. Czucie cudzego ciała na swoim własnym, jego delikatność i ciepło
wprawiały je w stan błogości, i było najcudowniejszym podziękowaniem za
doznaną rozkosz, tak, jak miłość, która je opanowała. Zasnęły nagie,
przytulone do siebie, ze splecionymi rękami i nogami. W tej chwili były parą
najszczęśliwszych osób na ziemi.


* * *


W ciągu tygodnia obraz został ukończony. Jednak ostateczny
wynik nie był Kasi znany. Małgosia stwierdziła, że nie pokaże go jej dopóki
nie wprowadzi pewnych „ulepszeń”. Wielkie odsłonięcie miało się odbyć w
kolejny piątek. Malarka chciała zaprosić na tę uroczystość kilkoro wspólnych
przyjaciół, ale Kasia się nie zgodziła: nie chciała, aby ktoś zobaczył ją
nagą na portrecie. W końcu jednak poszły na kompromis. Obrazu nie miał nikt
zobaczyć. Jedynym widzem miał zostać Piotr, któremu, jako najbliższemu
przyjacielowi, Kasia zwierzyła się ze swoich poczynań. Nie powiedziała mu
jednak do końca, co łączyło je obie. Po ich zachowaniu Piotr, który był z
natury domyślnym facetem, i tak zaczął coś podejrzewać, jednak nie
interesowało go, co dziewczyny robią razem, chociaż troszkę był o Kasię
zazdrosny. Jemu jedynemu przypadł zaszczyt oglądania dzieła Małgosi. Widział
wcześniej kilka jej rysunków i bardzo mu się spodobały. Stwierdził, że ta
dziewczyna ma ogromny talent i bardzo chciał otrzymać jeden z nich. A nóż
okaże się, że w przyszłości Gosia stanie się sławna? Czy nie byłoby
przyjemnie mieć wtedy w domu jej dzieło?


Piotr i Kasia przyszli na ten specjalny pokaz zamknięty godzinę przed
oficjalnym rozpoczęciem imprezy. Gosia zaprowadziła ich do pokoju, gdzie na
sztalugach, zasłonięte, stało jej dzieło.


- Proszę was tylko, nie śmiejcie się głośno – poprosiła cicho.


- O nie, – zażartował Piotr – krytyka jest krytyką.


- Piotrek, nie przeraź się tylko moim widokiem – Kasia też była
pełna obaw reakcji chłopaka.


Młoda malarka zerwała płótno. Oczom Kasi i Piotra ukazał się zjawiskowo
piękny akt. Postać siedząca na stole była jakby fotograficznym odbiciem
prawdziwej Kasi, otoczona była delikatną mgiełką, która zmiękczyła lekko jej
kontury i uczyniła jakby ulotną i nietrwałą. Wszystko: rysy twarzy, włosy,
całe ciało były idealnym odwzorowaniem modelki. Piotrek aż jęknął z
zachwytu.


- W życiu nie widziałem czegoś równie pięknego! – wyszeptał. -
Boże, Gosia, jesteś lepsza niż ktokolwiek inny. Uwierz mi, – dodał widząc,
że chwalona krzywi się od nieznośnych komplementów – mówię szczerą prawdę.
Jesteś wielka!


- Zalewasz, ale dzięki. – odpowiedziała.


Kasia nie powiedziała nic. Stała przed obrazem, nie, przed samą sobą i nie
mogła się poruszyć, tak ją ten widok zafascynował.


- Gosia, powiedz mi, – spytał Piotr – co to za serduszko na jej
ramieniu? Kasia przecież nie ma tatuażu. Zaraz, tu jest jeszcze jakiś napis:
„Kocham Gosię”. Co to jest?


Obie popatrzyły na siebie pytającym wzrokiem. Nie mogły się zdecydować na
ruch.


- No, co tak milczycie? – niecierpliwił się Piotr.


- Powiedzieć mu? – pytała Małgosia.


- Sądzę, że on i tak się już czegoś domyśla. Trochę mu
naopowiadałam – przyznała się Kasia.


- Czego się domyślam? – Piotr był bliski rozpaczy.


- Nic. Ty nic nie wiesz. Zapomnij o tym.


- O czym?


- Yyyy… Ja i ona… my… – Kasia jąkała się potwornie. Chciała
mu to powiedzieć, w końcu nie mieli przecież przed sobą tajemnic, ale bała
się reakcji Gośki.


- Widzisz to serce? – spytała artystka. Piotr przytaknął. – Widzisz
ten napis? – ponowne potwierdzenie. – No to dodaj dwa do dwóch i siedź
cicho!


- Wy… – Piotr nagle wszystko zrozumiał. – O raju! Przepraszam,
nie będę już się dopytywał. Mam nauczkę. Głupio mi. Macie moje słowo, że
nikt się nie dowie. Obiecuję.


- Wiemy o tym, dlatego tutaj jesteś. A właściwie to zawdzięczasz to
Kasi i jej prośbom. Wiesz przecież, że my za bardzo za sobą nie przepadamy.


Kasia nie wierzyła w to, co słyszy. Dotąd była pewna, że stosunki między
nimi układają się dobrze. Chciała zrobić coś, co mogłoby zbliżyć tę ukochaną
przez nią dwójkę przyjaciół do siebie. Przeszkodził jej Piotr:


- Wiem i chciałbym to zmienić. Tylko jak?


- Na początek mógłbyś ze mną od czasu do czasu zatańczyć. Mógłbyś
też wpadać trochę częściej.


- No, to są ciężkie warunki, ale spróbuję.


- No to wszystko gra – uśmiechnęła się Kasia.


W jakiś czas później przyszła reszta gości i prywatka rozkręciła się na
całego. Piotr, zgodnie z poleceniem Małgosi tańczył z nią więcej, niż z
innymi dziewczynami. Rozmawiali ze sobą, śmiali się, a nawet wyszli razem na
papierosa. Wrócili potem z bardzo tajemniczymi minami i Kasia oraz inni
uczestnicy imprezy byli bardzo zaintrygowani. Bawili się do czwartej rano.
Tym razem jednak Piotr nie poszedł do domu na noc lecz nocował na miejscu,
na tym samym materacu pomiędzy obiema zakochanymi dziewczynami. Same tak
zresztą zarządziły, na gorącą prośbę Małgosi.


* * *


- Hurrra! Dostałam dyplom! Jestem plastykiem! – krzyczała do
słuchawki uradowana Gosia. – Kasieńko, to dzięki tobie! Rany, kocham cię!


- Gratuluję ci, kochanie – Kasia cieszyła się razem z nią. – Zawsze
w ciebie wierzyłam. Ale to nie moja zasługa tylko twoja praca.


- Wiesz co, spotkajmy się, musimy to oblać. Mam dla ciebie jeszcze
niespodziankę.


- Z rozkoszą się z tobą zobaczę. Już tak dawno się nie widziałyśmy.


- To co, dziś wieczorem u mnie? Będzie żubrówka – dodała z
uśmiechem.


- Będę o szóstej. Kocham cię. Pa!


Kasia stawiła się punktualnie z butelką w ręku i niewielkim zawiniątkiem.
Dziewczyny powitały się czule na korytarzu.


- Jak ja za tobą tęskniłam – szeptała Małgosia. – Tak bardzo mi
ciebie brakowało, nie miałam się do kogo przytulić.


- Mi też bardzo ciebie brakowało. Ale teraz mam już zdane wszystkie
egzaminy i możemy się częściej spotykać. Przytul mnie Gosiu. Aha, tu jest
prezent dla ciebie. Otwórz szybko.


- Dla mnie? Oj, dziękuję!


Małgosia rozerwała opakowanie i otworzyła pudełko. Wewnątrz znajdowało się
jeszcze malutkie pudełeczko, a w nim dwa łańcuszki i serduszko z napisem
„Kocham Cię!” przeznaczone dla par do złamania i noszenia we dwoje. Kasia
chwyciła połowę serca, Gosia drugą i złamały je razem poczym pomogły sobie
nawzajem założyć tę miłosną biżuterię na szyję.


- Teraz wiem, że cię kocham i nigdy nie przestanę – wyszeptała
Gosia prosto w usta Kasi.


„Nigdy nie mów nigdy” – pomyślała Kaśka i nagle jakaś straszna czarna myśl
przeszła jej przez głowę. Prędko ją odpędziła. Nie wolno jej było myśleć w
ten sposób, szczególnie w tak pięknym dniu. Odwzajemniła pocałunek.
Dziewczyny usiadły na materacu świeżo upieczonej plastyczki i rozlały
alkohol do szklaneczek. Kasia zapaliła. Przez chwilę tak siedziały patrząc
tylko i sycąc się swoją obecnością. Małgosia przerwała milczenie:


- Miałam ci coś powiedzieć – zaczęła powoli.


- To ta niespodzianka? – zainteresowała się przyjaciółka.


- Źle się wtedy wyraziłam. W pewnym sensie to jest niespodzianka.
Znaczy, to jest niespodzianka dla mnie ale muszę ci to powiedzieć. Kocham
cię przecież.


- Co to takiego? – Kasia zaczynała się niepokoić.


- Dzisiaj był u nas w budzie jakiś artysta plastyk z Francji.
Podobno jakiś sławny. Zobaczył mój, znaczy twój, portret i tak się nim
zachwycił, że zaproponował mi stypendium na swojej uczelni. On jest tam
wykładowcą.


- To fantastyczna nowina! – Katarzyna promieniała, jakby to ją
spotkała ta przyjemność. – I co, jedziesz? Na jak długo? Miesiąc, trzy?


- Na cały następny rok szkolny. Ale nie pojadę.


- Czyś ty zwariowała? Dlaczego? Nie marnuj dziewczyno jedynej
okazji!


- Nie mogę, zrozum! Przecież ja cię kocham, nie mogę cię tu tak
zostawić. Umarła bym z tęsknoty za tobą.


- Małgorzatko, – modelka czule ujęła twarz swej przyjaciółki w
swoje dłonie – to nie jest ważne. Ja poczekam. Będziemy pisać długie listy.
Jedź. To się może nie powtórzyć, jedź.


- Ależ zrozum, to cały rok! – na twarzy pięknej malarki pojawiły
się łzy.


- Wytrzymamy. Zobaczysz, jakoś to wytrzymamy – łzy popłynęły także
po twarzy blondynki.


- Nie, ty mnie nie kochasz. Chcesz się mnie pozbyć? Wstydzisz się
tego, co ludzie powiedzą?


- Co ty wygadujesz, kochanie? Popatrz: Piotr wie, a przecież nic
nie mówi, wprost przeciwnie. Ostatnio mówił mi, że go cieszy nasze szczęście
i życzył nam, aby i inni to zrozumieli.


- Ale to tylko jeden facet. Jeden!


- Nie rób tragedii. To nie jest tego warte. Zapamiętaj, że ja
zawsze będę cię kochać choćby niewiadomo co. Piotr mnie tego nauczył. Jedź,
studiuj, zrób to dla mnie. Jeśli mnie naprawdę kochasz – ostatnie zdanie
Kasia wymówiła bardzo cicho. Podniosła swoją część serduszka. Małgosia
zrobiła to samo. Połączyły obie części ze sobą. Pasowały idealnie.


- Popatrz, jak one się łączą. Tak samo jest z nami. Weź swoje serce
do Francji, a moje zostanie tutaj. Będziemy czekać na tę chwilę, kiedy znów
je połączymy. Zgoda?


- Tak. Przekonałaś mnie Pojadę tam. Będę czekała i uczyła się.
Zobaczysz, zostanę wielką plastyczką, zabiorę cię do siebie i zamieszkamy
razem w Paryżu, z dala od tej hałastry. Przytul mnie teraz, potrzebuję cię
mieć przy sobie blisko, jak najbliżej.


Opadły razem na materac i długo, namiętnie, i powoli kochały się, chcąc się
nacieszyć swoją bliskością na długi czas rozłąki. Wieczorną ciszę przerywały
tylko ich miłosne westchnienia. Czułe pieszczoty i bliskość ukochanej istoty
pozwoliły im zapomnieć o czekającym je rozstaniu.


* * *


Kasia słuchała Teleexpressu w napięciu, czekając na bliższe szczegóły:


„Pociąg Inter City z Warszawy do Paryża uległ katastrofie pod niemieckim
miastem Friderikshoffen. Rozpędzony skład wypadł z szyn i uderzył w przęsło
wiaduktu kolejowego, który zawalił się. Wagony wpadły na siebie z prędkością
250 kilometrów na godzinę, miażdżąc znajdujących się w środku pasażerów.
Istnieje nikłe prawdopodobieństwo, że ktokolwiek ocalał z katastrofy.
Dotychczas z wraku wydobyto około 150 ofiar, ale szacuje się, że może ich
być o wiele więcej…” Kasia nie słyszała już niczego więcej. Jej ogromny
szloch zagłuszył wszystko, i spikera w telewizorze, i nawet własne myśli.
Płakała tak przez całą noc i pomimo starań rodziców nie mogła się uspokoić.
Tym feralnym pociągiem jechała na stypendium do Paryża najdroższa jej na
świecie istota. Odprowadzała ją rano na dworzec razem z pomagającym nieść
walizki Piotrkiem. Żegnały się bardzo długo i tak namiętnie, że chłopak
musiał aż odwrócić wzrok. Jemu dostał się tylko całus. Wezwani lekarze z
pogotowia zrobili jej zastrzyk uspokajający i kazali opiekować się
dziewczyną. Piotrek pojawił się u Kasi na drugi dzień z samego rana. Padła
mu w objęcia i rozpłakała się na nowo. On nic nie mówił tylko płakał razem z
nią. Żal mu było Małgosi i żal mu było Kasi, bo znał uczucie, które je
łączyło, chociaż sam z nikim go jeszcze nie dzielił. Tak razem spleceni
trwali przez długie godziny.


Tak też razem stali na cmentarzu nad nie zasypanym jeszcze
grobem, wśród deszczu i płaczu rodziny. Oni, chociaż też bardzo kochali
Gosię, nie mogli już płakać. Kasia podeszła na skraj dołu.


- To dla ciebie, Małgorzatko, – powiedziała i rzuciła na wieko
trumny ogromny bukiet czerwonych róż, – będę cię kochać do końca życia.


- Chodźmy już – zaproponował Piotr.


- Tak, chodźmy – powiedziała i oparła się na jego ramieniu.


Odeszli ciemną, pełną kałuż alejką. Deszcz padał i padał maskując płynące po
policzkach łzy, moczył włosy, ubrania i wieńce na grobie. Chłodne krople
rozpryskiwały się po wieku zabitej trumny kryjącej ukochaną dla nich osobę.
„Niebo płacze razem z nami. To pewnie anioły ronią swoje łzy. Ona na to
zasłużyła.”- pomyślała Kasia ostatni raz oglądając się za siebie. Anielskie
łzy tymczasem padały wkoło na ludzi, wieńce i na bukiet czerwonych róż, do
którego na łańcuszku przywiązana była połówka serduszka z napisem: „Kocham
Cię!”.



 

Niewierna żona

Gdy się pobieraliśmy Jola miała 19 lat, ja byłem o 5 lat od niej starszy. Jedynym powodem naszego małżeństwa była miłość, chociaż oboje bardzo pragnęliśmy dziecka. Przed ślubem byliśmy ze sobą przez rok, całą jej czwartą klasę ogólniaka. Kochaliśmy się prawie codziennie, gdyż ja miałem już swoje mieszkanie. Zanim jednak poznaliśmy się, ja byłem cnotliwy, natomiast Jola chodziła trzy lata z chłopakiem (jej rówieśnikiem) i w pierwszej klasie liceum pokochali się po raz pierwszy, a potem bawili się ze sobą, gdy tylko mieli do tego okazję. Oczywiście, Jola opowiedziała mi wszystko o sobie, a ja tym bardziej nie miałem do niej żadnych pretensji, gdyż najzwyczajniej w świecie odbiłem ją Karolowi.
Przez 10 lat naszego małżeństwa bywało raz lepiej, raz gorzej, ale nigdy jej nie zdradziłem. Zacząłem jednak dostrzegać, iż stajemy się dla siebie coraz mniej atrakcyjni. Jola, która urodziła dwójkę dzieci, była bardzo atrakcyjna, jej duże, jędrne piersi, zakończone brązowymi brodawkami przyprawiały mnie zawsze o wielki wzwód. Jej zaokrąglony brzuszek, taki puszysty, miękki z napiętą, jedwabistą skórą wprowadzał mnie w twardnienie jąder. Jej masywne, pełne, gorące uda – gdy widziałem jej całkiem obnażone lub obciągnięte białymi, czarnymi czy cielistymi rajstopami – pobudzały moje wnętrzności, toteż gdy w danym dniu nie kochaliśmy się, musiałem ruszać samotnie, myśląc jednak o mojej małżonce. Jola nosiła zwyczajną bieliznę, staniki białe lub czarne, koronkowe, bardziej lub mniej cienkie, majteczki bawełniane, mniejsze lub większe. Nigdy jednak nie czyniła zakupów specjalnie w celach powiększenia mojego nastroju wieczorowo-nocnego. Lubiłem właśnie taką normalność, więc to mi w zupełności wystarczało. Podziwiałem ja całkiem obnażoną, ubraną tylko w majtki, opinające ciasno jej krągłe i pulchne pośladki, w stanik, w spódniczkę itp.
Ja też, mimo 34 lat, byłem jeszcze mężczyzną w pełni sił erotycznych. Jednak czegoś nam najwyraźniej brakowało. Mimo że potrafiliśmy zaspokajać wszystkie swoje pragnienia, pieściliśmy się i kochaliśmy na tysiące sposobów, to jednak nasze zbliżenia były już jakieś mniej świeże niż dawniej, kończyły się znacznie mniej rozkosznie niż wcześniej. W sumie coraz rzadziej kochaliśmy się, coraz rzadziej nasze ciała łączyły się w rozkosznych objęciach.
Czasami, dla urozmaicenia, opowiadała mi swoje przeżycia erotyczne, jakich doznała z Karolem przed naszym poznaniem. Poprosiłem ją o to kilka lat po ślubie. To nas jakiś czas zajmowało tak bardzo, że kochaliśmy się każdej nocy po dwa, trzy razy, przeżywając chwile najwyższej rozkoszy. Bawiliśmy się czasami przy filmach pornograficznych, leżąc po puszystym dywanie przed telewizorem. Klęczała wtedy najczęściej, patrząc w ekran, a ja wsuwałem w jej rozwartą i wilgotną szpareczkę swój naprężony i gruby członek. Przebiegały nas dreszcze wielkiej ekstazy, ponieważ w akcie miłosnym brało udział aż pięć zmysłów: wzrok, dotyk, smak, słuch i węch, a przy tym była t – najbardziej ekscytująca – nowość, tj. nagie kobiety i nadzy mężczyźni w szalonej rozpuście. Joleczka lubiła także patrzeć na mnie, gdy się onanizuję przy takim filmie, przy zdjęciach z gazet pornograficznych, przy fotkach w internecie. Wsuwała sobie wówczas dłoń między uda lub masowała guziczek rozkoszy i wtedy przeżywała wielką rozkosz, która na zewnątrz przejawiała się głośnym krzykiem oraz dreszczami pojawiającymi się na całym ciele.
Czas płynął, nasze dzieci stawały się coraz większe: Jasio miał 9 lat, a Martynka 6 lat. I wtedy spotkałem na ulicy Karola. Owszem, widywaliśmy się wcześniej, ale rzadko, bo najpierw on studiował w innym mieście, później gdzieś tam pracował i dopiero od roku znów wszyscy mieszkaliśmy na jednym osiedlu. Karol poprosił mnie o chwilkę rozmowy, a gdy znaleźliśmy się w małej kawiarence, powiedział, że spotkał się kiedyś z Jolą, że rozmawiali. Nic o tym nie wiedziałem. Dodał, że później czasami rozmawiali przez telefon. Też nic o tym nie widziałem. Na koniec powiedział, że Jola zaproponowała mu spotkanie, żeby mogli sobie pogadać. Zapytałem go wtedy, co zamierza uczynić, a on wyjaśnił, że nie chce postępować tak jak ja niegdyś, więc mi o tym mówi. A poza tym sam jest żonaty, ma dziecko i nie zamierza cudzołożyć. Z jego słów jednak zrozumiałem, że pragnąłby spotkać się z Jolą, aby ujrzeć ją nago. Powiedział mi wprost, że nigdy z żadną kobietą nie było mu tak dobrze jak właśnie z Jolą. Wtedy postanowiłem stworzyć wielką zabawę, i gdy zaznajomiłem go o swoich planach, zgodził się ochoczo.
Pewnego wieczora rozmawialiśmy sobie miło z Joleczką, wypiliśmy po dwa kieliszki wina, a później tuliliśmy się do siebie łagodnie. Całowałem ją, masowałem sterczące suteczki przez materiał staniczka i cienkiej, prześwitującej bluzeczki, w której chodziła po domu, gdy byliśmy tylko w rodzinnym gronie, aż doprowadziłem ją do wielkiej ochoty na miłość małżeńską. Wtedy zaproponowałem pewną nowość, a pomysł jej się spodobał. Zgodziła się położyć tylko w staniczku i majteczkach (miała akurat na sobie czarny koronkowy biustonosz i czarne pełne majteczki bawełniane) na rozłożonej kanapie, a ja przywiązałem jej ręce krawatami do rury kaloryfera a rozszerzone nogi do poręczy kanapy. Robiłem to bardzo delikatnie. Krawaty zawiązałem wokół nadgarstków, tak że miała ręce lekko wyciągnięte do góry, a na dole obwiązałem dwa wokół kostek, więc miała nogi lekko naciągnięte. Jej ciało stało się na skutek tych zabiegów bardzo napięte, rozciągnięte, brzuszek znacznie się zmniejszył, a piersi sterczały mocno w górę, mimo iż były duże i zazwyczaj rozlewały się na boki. Moje działania bardzo podobały się Joli, bardzo ją podniecały, widziałem po jej twarzy, że jest bliska ekstazy. Zarówno stanik, jak i majteczki stały się jakieś ciasne, mocno opinały biust i łono, gumka wpiła się pod brzuszkiem, a krocze znacznie się zmniejszyło, więc widziałem jej bujne owłosienie szparki. Patrzyła na mnie coraz bardziej mętnymi oczyma, ale przecież najciekawsze chwile miały dopiero nadejść. Ruszyć się na pewno nie mogła, a przecież o to mi właśnie chodziło.
Zawiązałem jej oczy puszystym, granatowym szalikiem, sprawdzając dokładnie, czy nic nie widzi. Nie protestowała, poddawała jedynie usta do całowania, więc lizałem jej soczyste wargi, przesuwając czubkiem języczka po jej lśniąco białych ząbkach, wsuwając go do wilgotnego wnętrza, bawiąc się wreszcie z jej języczkiem, połykając przesyłaną przez nią ślinkę. Nie dotykałem jednak jej ciała, mimo że dostrzegłem przed samym zaciemnieniem oczu wyraz błagalny, abym pieścił jej widoczne przez czarny materiał stanika suteczki. Uwielbiała to, na jej ciele pojawiały się wówczas dreszcze rozkoszy i…
Gdy leżała już taka gotowa do złożenia niesamowitej ofiary, włączyłem dość głośno muzykę, a następnie podszedłem do drzwi wejściowych, otworzyłem je i wpuściłem do środka Karola, który znał mój plan. Miało się stać to, czego moja żona sama chciała, ale w nieco zmienionej wersji. Mężczyzna stanął nad łóżkiem, na którym rozciągnięta była moja żona, a jego pierwsza dziewczyna. Ja usiadłem w fotelu w cieniu, łóżko zaś było oświetlone lampką nocną.
Gdzie jesteś? – szepnęła cicho, a w jej głosie można było wyczuć szalone podniecenie.
Karol patrzył wielkimi oczyma na jej rozpostarte ciało. Po jej słowach przysiadł na brzeżku łóżka, spojrzał na mnie, ale ja nie reagowałem. Poczułem tak wielkie podniecenie, że o mało wszystko ze mnie nie wytrysnęło. Położył prawą dłoń delikatnie na jej łydce powyżej kostki. Drgnęła, gdyż jej ciało przebiegł dreszcz. Ale nie była w stanie nawet przez ułamek sekundy domyślać się, iż dotknął ją dawny kochanek. Ciekaw byłem, czy w końcu się zorientuje, że to nie moje dłonie pieszczą jej napięte ciało. Wolno muskał czubkami palców jej łydkę, a ona lekko się poprawiła. patrzył na jej brzuch, piersi, uda, objeżdżał całą jej postać w jedną stronę i z powrotem.
Dlaczego się nie rozbierasz? – zapytała.
Karol milczał, przesuwając cały czas bardzo delikatnie palce prawej dłoni wzdłuż łydki, aż do kolana i wyżej, po napiętym udzie. Jola poruszyła nogą, ale on przesuwał palce dalej, wyżej, aż pod same majteczki. Nie dotknął jednak krocza, zawrócił, kładąc teraz dłoń na drugiej łydce. Przesuwał wolno, lekko uciskał, badając pulchność uda mojej żony. Teraz już jednak nie palcami, ale całą dłonią głaskał udo, a następnie zacisnął na nim palce. Chyba ją zabolało, bo lekko jęknęła. Uklęknął na łóżku i nachylił się nad jej bosymi, mały stópkami, które powyżej kostek przewiązane były krawatami. Zaczął lekko na nie chuchać ciepłym oddechem, a następnie dotykać czubkiem języka, najpierw od spodu, później palce i po wierzchu. Joleczka nie spodziewała się czegoś takiego.
Co to za nowość? – jęknęła zdziwiona.
Karol milczał, ale coraz wyraźniej i mocniej przesuwał swój wilgotny język po stopach mojej zniewolonej żony. Był pomiędzy jej udami, widział więc jej namiętne i poddane ciało wzdłuż, widział krocze z bujnym owłosieniem, schowane pod czarne majtki, widział lekko zaokrąglony brzuszek, duże piersi opięte w czarny, koronkowy biustonosz. Zajął się jednak stopami. Gdy Jola zaczęła drgać od dotyków języka, wsunął do ust jej duży palec. Zaczął go ssać, a kobieta zaczęła jęczeć cichutko. Takiej jej jeszcze nie widziałem i nie słyszałem.
Nigdy nie próbowałem ssać palca od stopy mojej żony, a widać sprawiało jej to wielką radość. Nie byłem pewien, czy czasem nie pozna, że to nie moje usta czynią jej taką wielką rozkosz, bo być może Karol pieścił ją już tak przed laty. Jej ciało było silnie oświetlone, dlatego widziałem wyraźnie dreszcze rozkoszy na jej udach, mogłem dojrzeć jej jasne włoski, które wydawały się teraz drżeć w rytm lekkich skurczów rozłożonych nóg Joleczki. Skóra na jej całym ciele była napięta, ale uda, które zazwyczaj bywały bardziej pulchne, teraz były masywne, twarde, nabrzmiałe. Widziałem jak majteczki, które przecież nie były stringami, jak te czarne majteczki coraz bardziej wpijają się w jej szpareczkę, ukazując tym samym kępki czarnych kędziorków.
Karol ssał paluszek mojej żony, a palcami dotykał jej łydki, kolanka, smyrał pod nimi, pieścił uda, ale nie zbliżał się do krocza. Jego oczy pożerały coraz bardziej moją żonę, takiej jej przecież nigdy nie widział. Była znacznie szczuplejsza, drobniejsza, nie była przecież jeszcze w pełni kobietą, nie rodziła dzieci. Teraz jej ciało stało się pulchniejsze, na brzuszku były delikatne ślady po rozstępach. Była po prostu bardziej kobietą, a więc osobą bardziej ponętną, gotową do szalonej miłości, do najprzeróżniejszych rozkoszy. On o tym wiedział, więc przyglądał się jej ciału, jej brzuszkowi, ale najczęściej jego wzrok zatrzymywał się na piersiach, które przecież przez te kilka lat stały się większe. Teraz przez czarny, cienki, koronkowy biustonosz widać było sterczące nad wyraz mocno suteczki, a piersi, które najczęściej rozlewały się, gdy Jola leżała na wznak, teraz w jakiś przedziwny sposób zaczynały strzelać w górę. Być może, iż działo się tak za sprawą ciała, które było usztywnione i napinało stanik, a ten prostował w pionie duży biust mojej żony. To wszystko było oznaką jej niesamowitego podniecenia spowodowanego tym, że była związana, rozłożona na łóżku, że miała zasłonięte oczy i była pieszczona przez innego mężczyznę (no, o tym nie wiedziała, ale on pieścił ją inaczej niż ja). Ja także byłem podniecony, to było coś niesamowitego, widzieć własną żonę, rozłożoną na łóżku, bezbronną, pod naporem pieszczot obcego mężczyzny, który przed laty był jej kochankiem. We mnie także wszystko było napięte.
Karol przestał ssać paluszek stopy roznegliżowanej przed nim kobiety i uklęknął pomiędzy jej udami.
- Dlaczego milczysz? – zapytała, jęcząc – dlaczego się nie rozbierasz?
Karol spojrzał na mnie. Kiwnąłem mu, żeby zszedł. Uczynił to szybko, a wtedy ja wstałem i zbliżyłem się do niego.
- Dobrze ci jest kochanie? – zapytałem
- O, tak, cudownie, jak nigdy przedtem – wyszeptała.
- Dlatego będę milczał, to taka nowość – wyjaśniłem.
- Chciałabym troszkę possać – poprosiła.
Kiwnąłem na Karola głową, aby zdejmował spodnie, ale sam też zsunąłem spodnie wraz z majtkami. Mój członek był wyprostowany, więc podszedłem do leżącej Joli i wsunąłem sam czubek w jej rozchylone, czerwone usta. Zagryzła lekko zębami, otuliła wargami i dotknęła dziureczkę języczkiem. Widziałem jak Karol zdjął spodnie i majtki, jego penis także sterczał dumnie wyprężony. Patrzył jak Jola ssie mój korzeń i lekko pocierał swoje jądra, które mu zwisały zabawnie. Miał troszkę większe od moich, natomiast członki były dość podobne. Opuściłem usta żony i przysunąłem do nich Karola. Nachylił się i teraz on włożył delikatnie swoją maczugę do rozchylonych, wilgotnych ust kobiety. Nie zorientowała się, że nastąpiła zmiana, dalej ssała prężącego się członka, który przed laty po raz pierwszy wszedł w nią i rozdziewiczył, który po stokroć napełniał jej wnętrze spermą, wyciekającą później – jak sama opowiadała – po udach. Karol – jak mówiła moja żona – zawsze wycierał jej szpareczkę i uda chusteczką, wycierał ze swojej lepkiej cieczy i jej śluzu. Ja tego nigdy nie robiłem, więc kiedyś, podczas jakiejś sprzeczki mi to powiedziała.
Po twarzy mężczyzny trzymającego swego penisa głęboko w buzi mojej żony mogłem poznać, że przeżywa niebywałą rozkosz. Po latach jego męskie narzędzie, które przerwało błonę dziewiczą mojej żony, które po raz pierwszy napełniało nasieniem jej usta, znalazło się w tym samym miejscu. A ona starała się wciągnąć go jak najgłębiej. Znikał w jej ustach aż do połowy, pewnie docierał do gardła, drażniąc je, gdyż w pewnym momencie poruszyła głową, aby wyjął. Zakasłała. Wtedy pokazałem Karolowi, by wszedł znów pomiędzy jej rozłożone i naprężone uda, a ja rzekłem:
- Opowiedz coś o tym, jak kochałaś się z Karolem.
Jola zaczęła mówić, gdy tymczasem mężczyzna wszedł na łóżko i usiadł na brzuszku mojej żony. Zaciskał kolanami jej pulchne biodra, a swoje jądra rozgniatał w okolicach jej pępuszka. Nie poznała, że wszedł na nią ktoś inny, ale mówiła:
- Karol usiadł w fotelu, a ja uklęknęłam przy jego nogach. Rozpinałam mu rozporek – mówiła lekko sapiąc, co znaczyło, że jej orgazm jest blisko. Te słowa zaś podniecały jeszcze bardziej zarówno mnie, jak i rozgniatającego brzuch mojej żony Karola, który w końcu nie wytrzymał i położył swe dłonie na twardych, jędrnych, napęczniałych piersiach schowanych pod czarnym koronkowym materiałem stanika. Najpierw ujął je całe, zacisnął w dłoniach, ale nie mieściły się. Później wodził opuszkami palców wokół widocznych przez biustonosz sutków, co przyprawiało Jolę o drżenie głosu:
- Brałam jego członek do ust i ssałam. A gdy się robił duży siadałam na jego kolanach. Przodem do niego. Wkładał dłonie pod moją bluzkę i dotykał piersi przez biustonosz… – mówiła, a w tym samym czasie Karol, po latach, znów czynił to samo, znów miętosił jej duże (teraz przecież większe) piersi, masował je, pieścił, bawił się nimi, ale jeszcze nie obnażał ich całkiem. Pocierał napiętą skórę wokół nich, dotykał miejsca wystające spod stanika, ale jeszcze nie widział piersi całkiem nagich.
- A ja dotykałam jego twarz, oczy, usta. Czułam jak masuje moje plecy, biodra, piersi. W końcu podnosił do góry biustonosz i wtedy chwytał w dłonie całe piersi. Brodawki robiły się ściągnięte, a sutki twarde i sterczące. Ugniatał je w palcach – opowiadała z coraz większym rozanieleniem Jola. Karol patrzył z podziwem na jej opowieść, a w międzyczasie położył dłonie na biodrach i przesuwał bardzo po woli w górę, ugniatając jej pulchne, jędrne boczki, pieszcząc brzuszek, delikatnie muskając palcami okolice pępuszka. Bawił się więc biodrami, boczkami oraz brzuszkiem mojej żony, oglądał pozostałości po rozstępach, dochodził do stanika i przez koronkowy materiał lekko trącał strzelające sutki, które o mało nie przebiły cienkiego materiału. Pieścił ciało Joli z coraz większym pietyzmem, a jej sprawiało to niesamowitą rozkosz, co było widać po jej delikatnych ruchach bioder i skurczach, jakie robiła w swojej szparce.
- Później lekko się podnosiłam, a on zdejmował mi majteczki. Wtedy… – tu się zatrzymała i lekko sapała, bo właśnie Karol wsunął paluszek pod gumkę od majtek. Ale nie posunął palca daleko, dotarł tylko do początków miejsca owłosionego i zawrócił, a następnie chwycił czarny, koronkowy biustonosz i podniósł go w górę, przesuwając w stronę głowy mojej żony. Piersi wyskoczyły i zafalowały. Widać było na ich delikatnej skórze dreszcze rozkoszy, ciemnobrązowe brodawki były ściągnięte, także pokryte dreszczami, a sutki niebywale sterczące, najpewniej twarde. Mężczyzna patrzył na te piersi, które przez tyle lat tylko ja oglądałem i pieściłem, patrzył na piersi mojej najdroższej żony i pewnie dziwił się, że zmieniły kształt. Pamiętam przecież, że przed kilku laty Jola miała znacznie mniejszy biust, piersi były bardziej twarde i sterczące, a teraz – gdy stała – jej piersi spadały w dół pod swym ciężarem. Karol patrzył dłuższą chwilę, a ona mówiła dalej:
- I wolno, wolno siadałam na jego członeczku, nadziewałam się i podnosiłam, i znów wsuwałam do swego wnętrza… chciałam, żeby oblepił się moim śluzem… żeby wchodził delikatnie, a później zaczynałam coraz szybciej się podnosić i opadać…
Opowiadanie mojej żony, zniewolonej więzami i przytwierdzonej krawatami do kaloryfera i poręczy łóżka, podniecała zarówno mnie, jak i Karola. Widziałem, że jego oddech stawał się szybki, byłem pewien, że gdyby tylko troszkę włożył do pochwy Joli swego penisa, to zaraz nastąpiłby wielki wytrysk. Takie niecodzienne, ba, takie niesamowite, wręcz surrealistyczne sytuacje przecież zdarzają się może raz na całe życie, a co poniektórym może nigdy. Taka nieprawdopodobna nowość działa, więc płyny z jego jąder zalałyby całe wnętrze mojej żony i później godzinami wylewałoby się to nasienie z jej wąskiej szpary, cieknąc po pulchnych udach, do kolan i wzdłuż łydek wąską stróżką.
Położył wreszcie swoje dłonie na pałających żądzą piersiach, zakrywając brązowe, ściągnięte w małe guziczki brodawki. Czuł pewnie jak twarde są sutki, jak strzelają, bo i ja tak zawsze czułem. Zaczął ugniatać jędrny biust mojej Joli, muskać opuszkami palców wokół brodawek, a później samych już sutków. Do tej pory klęczał nad nią, a teraz wgramolił się na jej brzuch i rozpostarł się na nim, mocno ujmując jej boki swoimi udami. Siedział niczym jeździec na koniu, mogąc teraz znacznie lepiej zabawiać się piersiami kobiety. Jednak nie był w stanie długo tego czynić, ponieważ wielkie podniecenia dało o sobie znać. Jego członek zrobił się wielki, gruby i pewnie w jądrach mu się gotowało, ponieważ przesunął się na piersi mojej żony i usiadł na nich, rozgniatając je swoim ciężarem. Jądra zaś wsunął pomiędzy jej rozwarte wargi, a palcami jednej dłoni ruszał penisem. Drugą dłonią, pod lekkim odchyleniu się w tył, bawił się w kroczem Joli.


Naciskał je palcami przez majtki, jakby badając sprężystość jej kędziorków. Lecz oto zbliżył się wytrysk. Poderwał się i nachylił nad twarzą unieruchomionej kobiety. Wsadził w jej wilgotne usta swoją maczugę, zaledwie sam czubeczek i pod wpływem pieszczot, jakie moja żona mu okazała, pod wpływem dotyku jej języczka eksplodował. Pierwsza, chyba jakaś bardzo olbrzymia porcja wleciała do gardła Joli, wtedy penis mu wypadł, gdyż ona już go nie trzymała. Druga dawka wytrysnęła na jej włosy i oczy przesłonięte puszystym szalikiem, rozkładając się na głowie w kilku miejscach, kąpiąc po włosach. Trzecia porcja tej lepkiej i żółtawej spermy poleciała na nos i usta, które znów się rozwarły po tym, jak przełknęła pierwszą ilość nasienia. Później wylatywały już tylko krople, które Karol strząsał na piersi Joli, a na sam koniec wsunął jej na powrót członek w buzię, aby mogła wyssać resztki spermy, którą tak bardzo uwielbiała spijać z mojego członka.
Mężczyzna puścił swój członek i w wielkim napięciu nabierał na palce ciągnącą się po piersiach spermę. Jola drżała pod tymi dotykami, a on ładował swe oblepione gęstym płynem palce w jej usta. Zlizywała dokładnie różowym języczkiem resztki spermy, jakby to był najwspanialszy nektar rozkoszy. Zaciskała przy tym uda, co oznaczało, że jej orgazm jest także blisko. Moja żona jednak musiałaby sobie pomóc paluszkiem lub dłonią. Gdy robiła to sama, wsuwała dłoń między uda i zaciskała je, aż dochodziła do szczytowania. Gdy ja jej pomagałem, to dotykałem napęczniałą łechtaczkę i – najczęściej – opowiadałem jej jakieś sprośności, aż poczynały nią wstrząsać fale rozkoszy, przelewające się od wnętrza brzucha, poprzez twarde piersi, ramiona, szyję do zaciskających się w rozkosznym grymasie ust. Teraz jej dłonie były przywiązane krawatami, więc nie mogła nic uczynić, a Karol nie spostrzegł jej potrzeby. Wstałem więc i nachyliłem się nad moją żoną, którą obcy mężczyzna dociskał do łóżka, pokazałem mu, aby się cofnął i wtedy położyłem dłoń na jej okrytym czarnymi majtkami kroczu. Zacząłem sprawnie naciskać paluszkiem łechtaczkę, która od razu była wyczuwalna. Jola zaczęła podrzucać pupę i wkrótce z jej ust rozległ się przeciągły jęk rozkoszy, a po chwili materiał majteczek zrobił się mokry od płynącego z jej łona śluzu.
Wróciłem na swoje miejsce na fotelu, a Karol przejął inicjatywę.


Położył swoją dłoń na jej kroczu i nacisnął lekko, bawił się palcami, wsuwał je pod majteczki, a po wyjęciu jego palce lśniły od gęstych soków wypływających ze szpareczki mojej Joli. Znał przecież te jej mokradełkowate obszary doskonale, gdyż nie raz i nie dwa penetrował je swoimi palcami, językiem, członkiem. No, teraz były one nieco inne, troszkę większe, pełniejsze, po prostu dojrzałe. Jola nie była już osiemnastoletnią dziewczynką, a taką ją przecież ostatnio dotykał, pieścił, ale była kobietą, która rodziła dzieci. Jednak fakt dwóch porodów nie wpłynął na znaczne poszerzenie jej szpareczki. Z całym przekonaniem mogłem stwierdzić, że płatki jej różyczki oplatały członka tak samo dokładnie jak wcześniej, tak samo ujmująco, ciepło i milutko. Karol był więc ciekawy, jak wygląda jej szpareczka, ale nie zaglądał jeszcze pod majteczki oczyma, lecz zanurzał pod nie swoje palce. Uciskał przy tym brzuszek, uda, podbrzusze. Muskał opuszkami palców pępuszek, rozprowadzał wokół niego ciągnący śluz, który wyciągał spod czarnych majteczek, ciasno opinających krocze. Oglądał go między palcami, które zabawnie rozkładał, widział jak jest ciągnący i przezroczysty.
Spojrzałem na piersi mojej żony, falowały, drżały, wydawałoby się, że za chwilę jeszcze one eksplodują, że sterczące, brązowe sutki wystrzelą białym płynem mleka. Przecież widziałem jak to mleko płynęło podczas karmienia naszych dzieci, sam nierzadko ssałem, spijałem to wspaniałe mleczko o smaku migdałowym z gorących piersi. Ekstaza, którą małżonka przeżywała doprowadziła jej ciało do nieprawdopodobnego napięcia, dlatego piersi zrobiły się ponętne i skupione, ale płynące wraz z szybkimi oddechami płuc. Płynęły rytmicznie. Nagle Jola powiedziała:
- Wiesz, ja ci tego nigdy nie mówiłam, ale ja kiedyś zdradziłam Karola.
Karol spojrzał na mnie, obaj milczeliśmy. Uśmiechnąłem się, oto bowiem pierwszy prawdziwy mężczyzna mojej żony miał się dowiedzieć, że ona go zdradziła. Niesamowite zrządzenie losu, wcześniej mi o tym nie mówiła, przyszło jej to do głowy dopiero dzisiaj, gdy nieświadoma zdradzała mnie pod dłońmi i penisem właśnie Karola. Nasze milczenie zmusiło ją do dalszych zwierzeń.
- Pewnie bardzo cię to kotku podnieci, liczę na to, ze ta nowa opowieść spowoduje, że za pięć minut znów tryśniesz w moje usta. Bardzo mi smakowała dzisiaj twoja sperma, miała jakiś inny smak niż zawsze, jakiś inny…
Już byłem nieźle podniecony, a tu nagle taka bomba po latach. Pomyślałem, że za chwilę wleję w jej gardło olbrzymie ilości nasienia, aby mogła posmakować również innego płynu. Byłem ciekawy, czy rozpozna jakąś zmianę. Czyżby plemniki miały różny smak? – śmiałem się w myślach.
- Nie pytasz, z kim go zdradziłam? Odpowiem sama, z jego szwagrem, obecnym szwagrem, bo wtedy był chłopakiem jego siostry. Byliśmy wspólnie na wakacjach w Zakopanem, ja mieszkałam z jego siostrą, starszą o cztery lata w jednym pokoju, a on mieszkał ze swoim obecnym szwagrem w drugim pokoju. No, ten szwagier był ode mnie starszy wtedy o osiem lat, ja miałam siedemnaście, a on miał dwadzieścia pięć. Mieszkaliśmy osobno, bo byli wtedy z nami jego rodzice. Wiesz, to było w sumie takie głupie, dlatego nie mówiłam o tym ani Karolowi, ani tobie. Jakoś tak wstydziłam się, a poza tym wiedziałam, że Karol by mi tego nie przebaczył, a i ten Zbyszek prosił mnie, aby nic nie mówiła. Tu w grę wchodziło przecież też małżeństwo Zbyszka.
Jola mówiła, a my z Karolem spojrzeliśmy sobie w oczy, dalej milcząc. Jola się poprawiła, piersi zafalowały w rytm jej poruszeń, ale wciąż były napięte, sutki sterczące. Widać było, że mimo orgazmu była wciąż niebiańsko podniecona. Pewnie dodatkowo działało na nią to, co miała opowiedzieć, pamięć robiła swoje. Karol położył jedną dłoń na jej brzuszku, a drugą na udzie i delikatnie gładził. Jola znów zaczęła mówić:
- Pewnego razu rodzice Karola umówili się z jakąś swoją rodziną w Czechosłowacji i zabrali Karola i jego siostrę Monikę.
Po tych słowach mojej małżonki dostrzegłem na twarzy Karola intensywny wysiłek myślowy, starał się widocznie przypomnieć sobie, kiedy to było. W tym czasie nie przestawał pieścić jej brzuszka, zaciskając palce na delikatnych fałdkach wystających spod majteczek. Gumka bowiem wpiła się bardzo mocno w brzuch, więc było je widać. Mógł zatem stwierdzić, że po porodach przybyło jej troszkę ciała, że jako uczennica liceum miała brzuch bardziej płaski.
- Pojechali z rana i mieli wrócić na drugi dzień po południu. Zostaliśmy więc sami, ale nic nie wskazywało na to, że może do czegokolwiek dojść. Po ich wyjeździe poszliśmy na spacer do Doliny Białego, później na obiad i około czternastej wróciliśmy na Cyrhlę. Cały czas bardzo radośnie rozmawialiśmy, trzebiotaliśmy, bo mieliśmy wspólne tematy. Po drodze kupiliśmy w kiosku Magazyn Muzyczny i zaczęliśmy prowadzić dysputy o muzyce. Ja wtedy zauważyłam, że on mi się przygląda, ale to mi zaczęło jakoś dziwnie imponować. To było w sierpniu, były wielkie upały i ja wtedy chodziłam bez biustonosza. Miałam taką czerwoną podkoszulkę i szorty. Musiałam wyglądać imponująco, bo czułam jego wzrok na sobie. Czułam jak zagląda mi pod bluzkę, gdy się nachylałam, jak patrzy na moje piersi. Widziałam, że spodobały mu się moje sutki, które od czasu zaczynały twardnieć i sterczeć przez materiał. No, nie wiedziałam, że to jest złe, że on tak patrzy, a że mnie się to podoba. Jakoś to na mnie działało, przecież mnie znasz, więc rozumiesz…
Jola urwała tu swoją opowieść, czekają na moje potwierdzenie, a ja patrzyłem na Karola i na to jak rośnie mu z powrotem członek, mój zresztą też był ogromny jak nigdy. Mężczyzna zaczął pieścić piersi mojej małżonki, robił kółeczka wokół ściągniętych brodawek, ugniatał w palcach suteczki, poklepywał i nachylał się nad nimi, aby brać je w usta. Czułem, że on sobie to wszystko bardzo dobrze przypomina i że jej opowieść doprowadzi go do szaleństwa.
- Siedzieliśmy sobie w pokoju i rozmawialiśmy o tej muzyce, czytaliśmy fragmenty z gazety. Było strasznie duszno, zbierało się na burzę i wtedy postanowiłam iść wziąć kąpiel. Była tam taka fajna, duża wanna. Więc powiedziałam mu, że idę na pół godzinki się popluskać. Wcale nie miałam żadnych podstępnych zamiarów, nie myślałam o niczym. Nalałam dużo płynu do kąpieli, odkręciłam wodę i zanurzyłam się w pienistej wannie. Było mi dobrze, przyjemnie, nawet przez moment pomyślałam o nim, że jest bardzo fajnym typkiem i już. To wszystko. Ale nagle rozległo się pukanie do drzwi łazienki. Zorientowałam się, że ich nie zamknęłam. Ale nawet przez myśl mi nie przeszło, że to ma jakiekolwiek znaczenie. W sumie nie miało, on był bardzo kulturalny i nic nie zrobił wbrew mojej woli. Powiedział, że coś mi przeczyta, żebym zakręciła wodę. Zamknęłam kran i on zaczął czytać mi o jakimś zespole. Powiedziałam jednak, aby otworzył drzwi, bo ja muszą nalać więcej wody. Byłam cała w pianie, więc nic i tak by nie widział. Uchylił drzwi, ja byłam dokładnie naprzeciwko nich, więc widziałam, że wcale nie zagląda z ciekawością, ale zachowuje dyskrecję. Nalałam pełną wannę wody, zakręciłam kran i byłam cała zanurzona. Nic kompletnie nie było widać, tylko moja głowa unosiła się nad ogromem białej piany. Wtedy ktoś przyszedł do swojego pokoju i głupio to wyglądało, że on tak stoi, więc powiedziałam, żeby wszedł do środka.
Po tych słowach spojrzałem na Karola, zrobił się cały czerwony, widziałem, że jakaś wściekłość go ogarnia, ale przy tym wielkie podniecenie. Gotowy był do akcji. Zszedł między uda Joli i zaczął je pieścić, dotykać krocze przez czarne majteczki, wsuwać pod nie palce i pieścić szparkę. Robił to jednak coraz energiczniej, więc moja żona zorientowała się, że jestem podniecony (bo przecież ona cały czas wiedziała, że to ja jestem między jej nogami) i opowiadała dalej:
- Siedział na stołeczku obok, a ja leżałam naga w wannie. Musiało go to jednak bardzo podniecić, bo co chwilę się poprawiał, strasznie trudno mu się siedziało. Po jakimś czasie piana zaczęła się kurczyć, widać było moje stopy, później kolanka. Zaczęłam zatem naciągać pianę na siebie, ale było jej coraz mniej. Wydawało mi się nawet, że przez moment ujrzał moje piersi. Zrobiło mi się strasznie gorąco w tej wodzie, cała sytuacja zaczęła mnie strasznie podniecać, ale przecież musiałam jakoś zareagować. Powiedziałam więc, żeby już poszedł, bo piana się kurczy. On zaczął żartować, że to przecież nic takiego, bo ciało ludzkie jest piękne i nie ma się go co wstydzić. Śmiałam się, że ma rację, ale – dodałam – że ja się troszkę wstydzę swojego pulchnego ciała. On zaś powiedział, że bardzo podobają mu się moje piersi. Poczułam się pysznie, ale poprosiłam, żeby jednak wyszedł. Uczynił to bez większych protestów, ale wychodząc powiedział, iż liczył, że umyje mi plecy. Zaśmiałam się, mówiąc, że jakoś sobie poradzę. Nie wiedziałam wtedy, że za kilka godzin jednak to uczyni. A co ciekawsze, nie wiedziałam, że będę się z nim w tej wannie kochała, a później, po całym dniu, że będę w tej samej wannie kochała się z Karolem. Spodobały mi się zabawy w wannie.
Przez twarz Karola przebiegł w tym momencie potworny grymas, czułem, że musi mu być mimo wszystko bardzo ciężko, słuchając teraz tych opowieści. Przecież dowiadywał się, że jego dziewczyna zdradzała go zanim całkowicie się rozstali, mało tego, że zdradziła go z obecnym mężem jego siostry, a więc ze szwagrem. Niesamowita była ta moja żoneczka, dlatego w tej właśnie chwili spotykała ją niesamowita rzecz, pieścił ją pierwszy mężczyzna na oczach męża. Na oczach męża, nic o tym nie wiedząc, ssała mu penisa i spijała ogromne ilości spermy. Cała ta sytuacja była tak niesamowita, że kiwnąłem do Karola, aby na chwilę wstał. Mężczyzna uczynił to, a ja podszedłem do Joli i wsadziłem w jej usta swój penis. Zaczęła go lizać i zaciskać wargami.
- Podnieciłeś się?
- Bardzo – rzekłem – ciekawa jest ta twoja opowieść, ale może powiesz, jak doszło do tego, że oddałaś się temu facetowi.
Po tych słowach znów usiadłem na fotelu, ale Karol wykorzystał sytuację i też podszedł do twarz mojej żony i wsadził pomiędzy jej ząbki swojego członka. Znów go ssała, pieściła wilgotnymi, namiętnymi wargami, lizała od czubka do nasady, śliniła jądra. Gdy zrobiło mu się dobrze, znów usiadł na jej brzuszku, pieścił piersi i słuchał opowieści.
- Na gołe ciało założyłam podkoszulkę, majteczki i szorty, i wróciłam do pokoju. Znów zaczęliśmy rozmawiać, ale wtedy zaczął mi opowiadać jak jest na medycynie, wszak studiował jeszcze ten kierunek. Teraz jest lekarzem. Od słowa do słowa, aż stwierdził, że kobiety powinny kontrolować swoje piersi, szczególnie gdy mają takie troszkę większe jak moje. Twierdziłam, że nie mam dużych, ale on się śmiał i porównywał je z maleńkimi piersiami Moniki. Wtedy powiedziałam, że przecież moich jeszcze nie widział, a on na to, że nie powinnam się wstydzić mu ich pokazać, ponieważ on jest już prawie lekarzem. Siedzieliśmy podczas tej rozmowy dość blisko siebie, czułam jak wielki żar bije od niego, czułam, że moje piersi drżą, że twardnieją razem z sutkami, że widać je przez cienki materiał koszulki. No, ale ty się wstydzisz lekarza – śmiał się. Wcale nie – odpowiadałam. I tak się przekomarzaliśmy jakiś czas.


W końcu rzekł – no to pokaż mi, a ja powiem ci jak należy kontrolować. Nie obawiaj się mnie, ja będę ginekologiem, to i tak będziesz do mnie przychodziła. Pomyślałam sobie wtedy, że będzie mnie oceniał jak gówniarę, że się wstydzę lekarza. A ja chciałam być traktowana jak kobieta.
Byłem pod wielkim wrażeniem, słuchając tej opowieści. Karol także, nasze członki sterczały, a sperma już gotowała się w jądrach. Byliśmy chyba gotowi zalać całą Jolę naszym nasieniem. I wtedy mnie nagle oświeciło. Ten Zbyszek był ginekologiem, a moja żona przed ślubem i po ślubie chodziła co miesiąc do ginekologa, jak była w ciąży także. Miała stałego, jednego i najprawdopodobniej był to ten sam człowiek. Zamarłem. A więc ten romans był kontynuowany, jeśli nie w całości, to pewnie po części, pewnie biegała do niego, aby się dowartościowywać.


Zmieniła dopiero przy naszym drugim dziecku lekarza, bo tamten się wyprowadził do innego miasta. Byłem pewien, że Jola zdradzała również i mnie. Przypomniałem sobie, że pewnego razu, gdy była w ciąży, byliśmy u ginekologa razem. Siedziałem na korytarzu, a ona spędziła tam ponad pół godziny. Była po wyjściu taka dziwna, ale nigdy bym nie pomyślał, że to chodziło o takie sprawy. Byłem zatem pod jeszcze większym wrażeniem, gdy odkryłem tę prawdę, patrzyłem na rozciągnięte na łóżku roznegliżowane ciało mojej żony i zastanawiałem się, co też ona jeszcze ciekawego robiła w tajemnicy przede mną.
- Chciałam mu pokazać te moje piersi, żeby sobie nie myślał, ale się wstydziłam. Wstydziłam się jednak przez moment, w sumie przecież wcześniej chłopcy i tak widzieli ten mój biust, niektórzy nawet mogli go dotykać. Zdecydowałam się, raz kozie śmierć. Złapałam podkoszulek od dołu obiema rękoma i podniosłam do góry, zasłaniając materiałem swoją twarz, która zrobiła się mimo wszystko czerwona. Czułam jego przeszywający wzrok, przecież moje cycuszki były takie dorodne i jędrne, gdy tymczasem jego Moniki – sama widziałam – były jak zwiędłe skórki od pomarańczy. Musiały wiec zrobić na nim wielkie wrażenie, a przecież ja podniosłam ręce w górę, to tym bardziej się naprężyły, prawie sterczały, choć na ogół zawsze lekko były obwisłe. Słyszałam jego oddech, aż w końcu przemówił, żebym zdjęła całkiem bluzkę. Ale ja opuściłam ją i powiedziałam, że to już dosyć. Zobaczył i już, więcej mu nie pokażę. Zaśmiał się i powiedział, że się zaczerwieniłam jak mała dziewczynka. Znów zaczęliśmy się przekomarzać. Mówił, że moje suteczki wciąż są sterczące, że są w stanie erekcji – jak się medycznie wyraził – a ja starałam się je ukryć, zasłaniając dłońmi przebijające przez cienki materiał brodaweczki. Zrobiła się troszkę niezręczna sytuacja, zaczęłam po prostu się wstydzić tego, do czego doszło. Stwierdziłam, że przecież on ma Monikę, a ja Karola. Ale on śmiał się, że jestem jak mała dziewczynka, która się wstydzi podczas wizyty u lekarza.


Pytał, czy miałam innych chłopaków przed Karolem, a ja mu się zaczęłam zwierzać, że nie spałam z żadnym, ale całowałam się i pieściłam z wieloma. Wtedy policzyłam i okazało się, że całowałam się z dziewięcioma, pięciu pieściło moje piersi, a trzech całe moje ciało. Jeden tylko Karol posiadł mnie całą. Zbyszka bardzo rozbawiły te moje wyliczanki, śmiał się, pytał kiedy to było, a ja opowiadałam, że na koloniach, obozach i tak dalej. Powiedział, żebym zdejmowała w takim razie podkoszulkę, to on mnie nauczy kontrolować piersi. Cóż miałam robić, wstydziłam się jakoś go bardzo, ale zdjęłam całkiem podkoszulkę przez głowę. Mój biust zrobił się taki sztywny, masywny, gorący, bo pierwszy raz znalazłam się w takiej przedziwnej sytuacji. Siedziałam przed nim tylko w krótkich szortach, a moje piersi falowały delikatnie i erotycznie w rytm moich coraz szybszych oddechów. Odłożyłam koszulkę na łóżko i spuściłam zawstydzona wzrok.
Słuchaliśmy tej opowieści, a ja już ledwie mogłem wytrzymać. Karol przecież tryskał już spermę na moją żonę, ale ja jeszcze dzisiaj nie robiłem tego. Pokazałem mu ręką, aby z niej zszedł i usiadł w fotelu. Teraz ja wgramoliłem się na łóżko i usiadłem na mojej powiązanej krawatami żonce. Rozgniotłem jej piersi i wsadziłem w usta członek. Musiałem się bardzo nachylić, ale wszedł dość głęboko. Lizała go sprawnie, ssała, dotykała koniuszkiem języczka dziureczkę i znów wsuwała głęboko do gardła. Gdy na chwilę wyjąłem, powiedziała:
- I on objął moją pierś dłońmi, miał takie gorące…
Nie słuchałem dalej, byłem blisko wystrzału. Czułem jaka Jola jest gorąca, i wtedy moje jądra napęczniały, poczułem przyjemny ból w kroczu i za chwilę miliony plemników zostało uwolnione. Nastąpił pierwszy wystrzał, moja żona sprawnie przełykała gęstą spermę, drugi także poszedł do jej buzi, dopiero trzecim razem polałem jej nos i szyję, a na koniec wylewałem tę życiodajną ciecz na jej drżące piersi. Wylizała i wyssała resztę, po czym powiedziałem, aby opowiadała dalej. Zszedłem z niej, a na moje miejsce wszedł znów Karol. Znów brał w palce nasienie, tym razem moje i wpychał jej w usta, aby wszystko dokładnie wylizała. Sperma świeciła się na jej twarzy, piersiach, na jej dużych, rozgrzanych i dygoczących piersiach. A ona opowiadała dalej…


Jak już mnie zaczął pieścić, to nie mógł skończyć, a i ja już nawet nie chciałam, aby przerywał. Porwał mnie wir, niosło mnie jak maleńki listek na wielkiej, wezbranej rzece. Rozebrał mnie i całował każdy zakamarek mego ciała, robił mi takie rzeczy, których nigdy nie czyniłam z Karolem.
- A ze mną? – zapytałem.
- Później i z Karolem tak się zabawiałam, ale wiesz przecież, że w pupcię ty pierwszy mi włożyłeś, nawet Zbyszek tego nie zrobił. Pamiętaj, że w pewnym sensie coś dla ciebie też zostawiłam.
- Pamiętam. I później bawiliście się aż do przyjazdu Karola?
- Kochaliśmy się pięć razy, w różnych pozycjach, był niezmordowany, a i ja oszalałam, to było coś niesamowitego… Zalewał mnie spermą, rozmazywał po całym ciele, wlewał w usta, w szpareczkę, tryskał na dłonie…
Po tych słowach zszedłem z jej obnażonych i mokrych od lepkiej spermy piersi i znów siadłem w fotelu. Miejsce między udami moje żony zajął Karol, który już teraz zapragnął zobaczyć jej nagie łono i różową, schowaną pod czarnymi, cienkimi majteczkami pizdeczkę. Nachylił się nad jej podbrzuszem, przystawił usta do bielizny i zaczął je delikatnie szarpać zębami. Bawił się, ale zaciskał je na cienkim materiale coraz mocniej. Pomagał sobie palcami i po woli zaczynał wygryzać w majteczkach dziurkę. Szarpał ją następnie palcami, rozgryzł też majtki od strony krocza i szarpnął mocniej. Moja żona w milczeniu przyjmowała te dziwne zabiegi. Karol szarpnął za chwilkę z drugiej strony i obnażył całkowicie owłosione łono Joleczki. Miała rozłożone nogi, wiec jego oczom ukazała się różowa szparka ociekająca sokami, lśniąca w świetle lampki nocnej. patrzył na te ponętne miejsca z bliska, a wreszcie wyciągnął resztkę majtek spod jej pupy i zaczął bawić się czarnymi kędziorkami, porastającymi gęsto krocze i podbrzusze leżącej przed nim bezradnie kobiety. Mógł teraz czynić z nią co tylko chciał, miał ode mnie pozwolenia na spełnienie wszystkich swoich zachcianek, ale wciąż był bardzo delikatny.
Przyłożył palce do szparki i momentalnie dwa wsunęły się do środka.


Moja żona drgnęła, było to coś nowego, po kilkudziesięciu minutach tej zabawy. Wepchnął palce głęboko, ruszał nimi w środku, wysunął, następnie wsadził do jej wnętrza trzy palce, a kciukiem nacisnął na dziurkę pomiędzy rozsuniętymi pośladkami. Jola opalała się zawsze w dwuczęściowym kostiumie, więc na jej ciele były białe ślady wokół piersi, krocza i jędrnej, ale pulchniutkiej pupci. Teraz jej obnażone, rozciągnięte na łóżku ciało śmiało się niemal do jej pierwszego kochanka, zapraszało do uprawiania najdzikszych swawoli. Każdy otworek zdawał się zapraszać swoimi sokami, swoją pulchnością, ponętnością i wilgotnością do wtargnięcia, wniknięcia, dotarcia aż do najczulszych miejsc, do samej istoty rzeczy. Wystarczyło, żeby przykładał swoją maczugę do każdej z dziurek, a penis wchodziłby do wnętrza niczym patyk w morski piasek na rozgrzanej słońcem plaży.


On jednak w dalszym ciągu badał jej ciało palcami, wsuwał je wszędzie, w usta, w szpareczkę, w pupcię… i wtedy moje myśli uleciały do owego ginekologa, z którym Jola musiała mnie zdradzać. Coś we mnie wstąpiło, poczułem się jakoś dziwnie. Mogłem wiele znieść, mogłem patrzeć jak obcy facet na moich oczach obmacuje moją żonę, jak spuszcza się jej do ust, jak za chwilę będzie ją przewiercał swoim instrumentem…, ale ciężko mi było znieść myśl o zdradzie. Zaczęło mnie palić wewnątrz jakieś dziwne uczucie. Przypomniały mi się te wizyty u ginekologa, te dziwne zachowania po nich, a nawet ślady po spermie na brzuchu Joleczki, gdy wróciła od niego, a była w ciąży. Mówiła, że to smar od USG. Rety, a przecież ona mogła mnie zdradzać jeszcze z innymi facetami, a ja nic zupełnie nic o tym nie wiedziałem. Tak zapewne było. Ta myśl poderwała mnie na nogi. Kiwnąłem, aby pieszczący moją żonę mężczyzna zszedł z niej, a ja zająłem jego miejsce.
- Słuchaj, kochanie, czy ty przypadkiem nie bawiłaś się z tym Zbyszkiem dalej?
- To znaczy? – zapytała lekko zmieszana.
- Czy to on był tym ginekologiem, do którego stale chodziłaś na wizyty co miesiąc?
Milczała. Ponowiłem pytanie i wtedy łamiącym się głosem, potwierdziła moje przypuszczenia.
- A zatem, dobrze się domyślam – mówiłem, siląc się na spokój w głosie – że również i mnie z nim zdradziłaś?
Nie odpowiedziała, tylko pokiwała głową.
- Jak często? Na każdej wizycie? Nawet, gdy byłaś w ciąży?
Pokiwała głową. Myślałem, że umrę z wrażenia. Powiedz, jak to robiliście.
- Ale…
- Musisz powiedzieć, choćby troszkę, chcę wiedzieć.
Milczała, wiec dałem jej troszkę czasu do namysłu. Spojrzałem na Karola, który ze sterczącym fiutkiem siedział w fotelu i uśmiechał się z lekką ironią. Wziął z podłogi rajstopy Joleczki, które miała na sobie w ciągu dnia i zaczął się im badawczo przyglądać. Bawił się nimi, podnosił w górę, a część opadała na jego członka, drażniąc go przez cały czas, tak, że trwał wciąż w erekcji, gotowy do zalania spermą wnętrza mojej niewiasty. Jola wreszcie zaczęła mówić:
- Pierwszy raz poszłam jeszcze przed ciążą. On był już młodym lekarzem ginekologiem. Ucieszył się na mój widok, zadał kilka zdawkowych pytań i udawał, że się mną nie interesuje. Pewnie nie chciał mnie speszyć, chociaż wiedział, że przyszłam właśnie do niego, a nie do kogoś innego. Powiedział, żebym się rozebrała, a sam coś pisał w karcie. Weszłam za parawan…
- Czy szłaś do niego świadomie, żeby mnie zdradzić? – zapytałem.
- Nie, nie…, ale…, to znaczy… chciałam przeżyć…
- Ok., nieważne, mów dalej…
- Za parawanem zdjęłam spódniczkę i majteczki, i wyszłam do niego. Spojrzał na mnie i wzrokiem pokazał na fotel. Był lekko speszony, podobnie jak i ja. Czułam się jakoś dziwnie. Weszłam na fotel, założyłam nogi wysoko i wyeksponowałam tę część obnażonego ciała, którą już dobrze znał z Zakopanego. Stanął pomiędzy moimi udami i zaczął rutynowe badanie… Jego palce jednak błądziły po moim ciele i w wilgotnym od śluzu wnętrzu jakoś tak inaczej, tak bardziej pieszczotliwie. Czułam, że robię się czerwona…
Słuchałem jej opowieści i delikatnie pocierałem swój członek, który prężył się nieprawdopodobnie. Znów byłem bliski wytrysku, więc przestawałem ruszać i wtedy dotykałem palcami brzuszka mojej żony. Czułem jak bardzo jest naprężony, elastyczny, wręcz twardy, co zapewne było spowodowane jej wspomnieniami.
- Wyczuł pod palcami moją naprężoną łechtaczkę. Zaczął ją masować, czułam, że zaraz osiągnę orgazm. Zaczęłam cichutko jęczeć… Wtedy powiedział, że długo czekał na mnie, że wtedy, w Zakopanem było mu ze mną bardzo dobrze. Milczałam bez ruchu. On stał między moimi udami i masował je, naciskał brzuch, wsuwał palce w ociekającą od śluzu szpareczkę, aż wreszcie rozpiął swoje spodnie i… Każda wizyta wyglądała mniej więcej podobnie.
- A jak byłaś w ciąży? – zapytałem.
- Wtedy najczęściej tryskał na mój brzuch, a swoją spermę rozsmarowywał po moim ciele. Czasami rozbierałam się całkiem do naga, pieścił wówczas moje piersi, ssałam jego członek. Wiesz, ja nie mogłam się od niego uwolnić, to było uzależnienie.
- A jak ja czekałem w poczekalni? Też to robiliście?
- Jeszcze bardziej mnie to podniecało… szalałam, ale nie potrafiłam się powstrzymać. Musisz mi to wybaczyć, to już dawno skończone. Teraz jestem ci wierna i nigdy bym cię nie zdradziła.
- Jesteś tego pewna, że teraz byś mnie nie zdradziła? – zapytałem.
- Nie wiem…
Zszedłem z niej i pokazałem Karolowi, aby zajął moje miejsce między rozwartymi udami Joli. Sam zaś bezszelestnie przemieściłem się za jej głowę i czekałem na to, by mężczyzna rozpoczął pieszczoty. Zaczął to czynić, znów bawił się jej piersiami, brzuchem, udami, wsuwał palce w szpareczkę, a później położył się na niej i delikatnie włożył do środka swój zadarty dumnie korzeń. Kilkakrotnie poruszał, moja żona jęczała i wtedy zdarłem z jej oczu zasłonę…



 

Odloty, suki, Dogging, Reklamy, niesamowite, ploty ploteczki